Wolny Galop Liyany
W ciszy porannych ogrodów zrzuciła kajdany i odzyskała swoje dzikie serce.
Płomienie na Smyczy: Dziki Wybuch Liyany
ODCINEK 6
Inne Historie z tej Serii


Pierwsze światło świtu musnęło jej skórę, gdy stała w kwitnącym parku, jej oczy płonęły ogniem, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Liyana, kiedyś taka nieśmiała, teraz patrzyła mi w oczy z odwagą, która wzbudziła we mnie coś pierwotnego. Po buncie przeciw żelaznej kontroli matki była wolna – gotowa na nasze ostatnie spotkanie, gdzie szepty namiętności rozkwitną w coś niepowstrzymanego. Mój puls przyspieszył; to był jej galop ku wyzwoleniu, a ja jechałem z nią.
Podjechałem pod krawężnik tuż zanim niebo zaczęło jaśnieć, warkot silnika jako jedyny dźwięk przerywający ciszę przedświtu w jej dzielnicy. Liyana wyłoniła się z cienia drzwi rodzinnego domu, jej kroki szybkie, ale zdecydowane, mała torba przewieszona przez ramię. Właśnie przed chwilą przysłała mi SMS-a: „Wykonane. Jadę do ciebie.” Moje serce waliło mieszanką ulgi i podniecenia. Cokolwiek stało się z Ibu, jej matką, wstrząsnęło fundamentami jej świata.
Wsuwając się na fotel pasażera, dyszała płytko, policzki zaczerwienione nie tylko od chłodnego powietrza. „Amir” – powiedziała, głos pewny mimo drżenia pod spodem, nachylając się, by cmoknąć mnie szybko w policzek. Zapach jaśminu z jej skóry wypełnił samochód, mieszając się z lekką słoną wonią nerwowego potu. „Powiedziałam jej. Wszystko. Nie o nas, ale... że nie dam się już kontrolować. Koniec z wykładami o obowiązku, o czekaniu na odpowiedniego faceta. Wybieram swoje życie.”


Spojrzałem na nią, ruszając z miejsca, latarnie rzucały ulotne blaski na jej twarz. Te brązowe oczy, zwykle spuszczone w nieśmiałości, teraz płonęły cichym buntem. Była drobna, jej figura tonęła w za dużym swetrze narzuconym na dżinsy, ale nowa siła biła z jej postawy – ramiona cofnięte, broda uniesiona. „Wszystko gra?” – zapytałem, moja dłoń znalazła jej na konsoli, palce splotły się naturalnie.
Ścisnęła w odpowiedzi, mały śmiech wyrwał się z niej. „Przerażona. Ale wolna. Zawieź mnie do parku, jak planowaliśmy. Świt czeka.” Miasto migało za nami, napięcie jej buntu wisiało między nami jak naładowany drut. Czułem, jak iskrzy, przyciągając nas bliżej. To była jej deklaracja, jej galop ku niezależności, a ja byłem tym, z którym wybrała się w ten bieg.
Znależliśmy nasze miejsce w parku, gdy pierwsze promienie przebiły horyzont, ustronną polanę otoczona kwitnącymi frangipanami, ich płatki dywanem na trawie jak spadłe gwiazdy. Liyana zrzuciła buty, ziemia z rosą chłodna pod stopami, i odwróciła się do mnie z tym nowym ogniem. „Koniec z ukrywaniem się” – mruknęła, zdejmując sweter jednym płynnym ruchem, odsłaniając prosty biały topik, jej małe piersi wciskały się w cienki materiał, sutki już stwardniałe w crisp powietrzu.


Podszedłem bliżej, dłonie ujęły jej twarz, kciuki musnęły policzki, gdy nasze usta spotkały się miękko na początek, potem z rosnącym głodem. Smakowała miętą i determinacją, jej język nieśmiały, ale chętny, badający, gdy jej palce szarpały moją koszulę. Osunęliśmy się na koc, który rozłożyłem, jej ciało ciepłe i uległe pode mną. Moje usta zeszły po szyi, przygryzając punkt pulsu, który łomotał dziko, a ona wygięła się, miękki jęk wyrwał się z niej.
Jej dłonie wędrowały po moich plecach, paznokcie lekko drapały, poganiając. Zsunąłem ramiączka topika z jej ramion, eksponując piersi w świetle świtu – idealnie małe, sutki ciemne i twarde jak dojrzałe jagody. Ująłem jedną w dłoń, kciuk krążył wolno, czując jej dreszcz. „Amir” – szepnęła ochrypłym głosem, oczy półprzymknięte z pożądania. Rozkwitała przede mną, płateczek po płateczku, nieśmiałość topniała w śmiały głód. Moje wargi zamknęły się na jednym czubku, ssąc delikatnie, język migał, gdy jej palce wplotły się w moje włosy, ciągnąc bliżej. Świat zwęził się do jej oddechów, jej jęków mieszających się z śpiewem ptaków, zapach kwiatów ciężki wokół nas.
Wiła się pod moim dotykiem, dżinsy napinały się, biodra unosiły instynktownie. Pocałowałem między piersiami, w dół po napiętym brzuchu, czując drżenie w mięśniach. To było jej wyzwolenie rozwijające się, wolne i zmysłowe, każdy pieszczotą deklaracja.


Powietrze brzęczało naszym wspólnym oddechem, gdy zahaczyłem palce o pas dżinsów, zsuwając je w dół jej smukłych nóg razem z majtkami, zostawiając ją nagą w porannym świetle. Skóra Liyany w ciepłym odcieniu brązu lśniła, jej drobna figura drżała z napięcia, nogi rozchyliły się, gdy ułożyłem się między nimi. Spojrzała w górę, brązowe oczy wpięte w moje, bez śladu starej nieśmiałości – tylko surowa potrzeba. „Chcę cię w sobie, Amir. Teraz” – powiedziała, głos zmysłowym rozkazem, który wysłał falę gorąca przeze mnie.
Oswobodziłem się szybko, ustawiając przy jej wejściu, mokrym i gotowym po naszych zabawach wstępnych. Powolnym pchnięciem wbiłem się w nią, jej ciasne ciepło objęło mnie cal po calu. Jęknęła, plecy wygięły się z koca, małe piersi zadrżały. Cholera, czuła się niesamowicie – aksamitne gorąco ściskało mnie, wciągając głębiej. Zamarłem na chwilę, delektując się, jak jej ścianki drgały, dłonie ściskały moje ramiona. Potem ruszyłem, równo i głęboko, każde pchnięcie wydobywało jęk z jej ust.
Jej nogi oplotły mój pas, obcasy wbijały się w plecy, poganiając mocniej. Spokój parku wzmacniał każdy dźwięk – skóra klepała cicho, jej skomlenia wznosiły się jak śpiew ptaków. Nachyliłem się, chwytając jej usta w dziki pocałunek, języki splatały się, gdy tarłem o nią, trafiając w ten punkt, co kazała jej krzyknąć. Pot spływał po jej skórze, mieszając się z rosą, długie modne włosy rozlały się jak aureola. „Tak, właśnie tak” – sapnęła, paznokcie orały moje ramiona, ciało unosiło się na spotkanie z moim w szaleństwie.


Napięcie skręciło się w niej, mięśnie napięły, oddechy urywane. Czułem, jak dochodzi, jej drobna forma zadrżała pode mną, gdy orgazm runął na nią – ścianki pulsowały, dojąc mnie bezlitośnie. To pociągnęło i mnie, rozkosz eksplodowała, gdy wylałem się w niej, chowając twarz w jej szyi, wciągając jaśminową esencję. Przytuliliśmy się, serca waliły w unisonie, słońce świtu grzało nasze splątane ciała. To była jej przemiana przypieczętowana, śmiała i nieugięta.
Ale ona nie skończyła. Gdy oddechy się uspokoiły, oczy zalśniły figlarnie. „Jeszcze raz” – szepnęła, popychając mnie na plecy.
Leżeliśmy w blasku po, jej głowa na mojej klatce, palce kreśliły leniwe wzory po skórze. Słońce wznosiło się wyżej, złociło płatki wokół nas, ale czas wisiał w zawieszeniu. Liyana uniosła twarz, wargi spuchnięte i wygięte w zadowolonym uśmiechu. „Nigdy nie wiedziałam, że może być tak” – powiedziała cicho, podpierając się na łokciu, małe piersi kołysały się delikatnie, wciąż zaczerwienione od namiętności. Naga od pasa w górę, usiadła okrakiem na moich udach, jej ciepła opalona skóra lśniła.


Wyciągnąłem rękę, ująłem jej twarz, kciuk musnął pełną dolną wargę. „Zawsze to w tobie miałaś. Ibu tylko to uwięziła.” Skinęła głową, oczy na chwilę odległe, potem nachyliła się na czuły pocałunek, długie brązowe włosy zasłoną dla nas. Humor zamigotał w jej spojrzeniu, gdy odsunęła się. „Nazwała mnie upartą. W końcu widzi.” Śmialiśmy się razem, dźwięk lekki i wyzwalający, jej ciało rozluźnione przy moim.
Wrażliwość wślizgnęła się, gdy wtuliła się bliżej. „A co jeśli w pracy się dowiedzą? Te szepty... ludzie już gadają.” Pogładziłem jej plecy, czując delikatny łuk kręgosłupa. „Poradzimy sobie. Nie ukrywaj się już.” Jej dłoń powędrowała niżej, drażniąc, rozpalając iskry na nowo. Była teraz śmielsza, dotykała z pewnością, nieśmiałość wspomnieniem. Ogrody kwitły wokół żywo, odzwierciedlając jej otwierające się serce.
Ośmielona, Liyana przesunęła się, jej drobna figura zawisła nade mną, gdy poprowadziła mnie z powrotem do wejścia, mokrego od wcześniej. Z złośliwym uśmieszkiem opadła powoli, biorąc mnie całego w pozycji na kowbojce, jej ciepło połknęło mnie w całości. Jęknąłem, dłonie chwyciły wąskie biodra, patrząc, jak małe piersi podskakują przy każdym wznosie i opadzie. Światło świtu aureolowało jej modne długie włosy, kołyszące się jak jedwab, gdy na mnie jeździła, brązowe oczy wpięte w moje, dzikie i triumfujące.


Najpierw narzuciła tempo – wolne, mielące koła, co wybuchały gwiazdami za moimi powiekami, wewnętrzne mięśnie ściskały celowo. „Czujesz to?” – wydyszała ochrypłym głosem, pochylając się, by piersi otarły moją klatkę. Uczucie było elektryzujące, jej kontrola odurzająca. Wytarłem biodrami w górę na spotkanie, mocniej teraz, nasz rytm zsynchronizował się jak bicie serca. Płatki przykleiły się do jej spoconej skóry, ziemisty zapach parku mieszał się z naszym zapachem.
Jej jęki rosły głośniejsze, bez zahamowań, echem po drzewach. Odthrustęła głowę, tempo przyspieszyło, biodra waliły w dół, gdy rozkosz narastała. Usiadłem lekko, jedna dłoń wplątała się w jej włosy, druga drażniła sutek, szczypiąc, aż pisnęła. Ciało napięło się, uda drżały wokół mnie, i wtedy rozpadła się – krzyk stłumiony na moim ramieniu, fale przetaczały się przez nią, ciągnąc mnie za sobą. Doszedłem mocno, pulsując głęboko w niej, trzymając mocno, gdy drżenia opadały.
Sapąc, zwaliła się na mnie, ciała śliskie i nasycone. To był jej crescendo, dziki i wolny pośród ogrodów. Jej galop kompletny, ale wyścig daleki od końca.
Gdy słońce wzeszło w pełni, ubieraliśmy się wolno, kradnąc pocałunki między guzikami i suwakami. Liyana wstała, wygładzając teraz sukienkę letnią, włosy związane, ale blask w oczach nie do podrobienia – przemieniona, promienna. „Dzięki, Amir. Że mnie widziałeś, za to.” Przytuliła się mocno, jej drobna forma idealnie wpasowana w moją.
Szliśmy za ręce przez ogrody, płatki chrzęściły pod stopami, świat budził się wokół. Ale gdy dotarliśmy do samochodu, telefon zadzwonił – wiadomość z pracy. Zerknęła, brwi zmarszczone. „Plotki w biurze. Ktoś nas widział w zeszłym tygodniu.” Żołądek mi się ścisnął. Jej tajemne życie, teraz śmiała, wisiało na włosku od ujawnienia.
Jadąc z powrotem, oparła głowę na moim ramieniu. „Czy to przetrwa w świetle reflektorów?” – zastanowiła się na głos. Pocałowałem ją w skroń. „Damy radę.” Ale szepty narastały – czy jej nowe wyzwolenie wytrzyma?
Często Zadawane Pytania
Co motywuje Liyanę do buntu?
Kontrola matki i pragnienie wolności. Wybiera własne życie i seks z Amirem w parku.
Jakie pozycje seksu w historii?
Misjonarska i cowgirl. Pełne detale penetracji i orgazmów na kocu.
Czy ich romans przetrwa?
Plotki z pracy grożą, ale obiecują sobie walkę. Kończy się napięciem. ]





