Pęknięty Spokój Caroliny
Gniew rozbija sielankę w dzikim uścisku zacienionego lasu
Ukryte Płomienie Caroliny Wybuchają
ODCINEK 5
Inne Historie z tej Serii


Zauważyłem ją przez drzewa, moją byłą żonę Carolinę, uosobienie spokoju pośród gęstej polany leśnego ośrodka jogi. Miała 19 lat, jej meksykańskie korzenie lśniły w ciepłej opalona skórze, długie proste blond włosy spływały jak złota rzeka po jej smukłej sylwetce o wzroście 5'6". Była w swoim żywiole, płynnie przechodząc przez pozę powitania słońca na macie, średnie cycki unosiły się delikatnie z każdym oddechem, owalna twarz spokojna, ciemnobrązowe oczy zamknięte w medytacji. Wisiorek, który jej dałem lata temu, dyndał na szyi, ściskany w pięści, jakby parzył. Ten widok rozpalił furię, którą karmiłem od jej zdrady – szepty o niej z innymi facetami, Marcusem i jakąś laską Eleną, knując za moimi plecami. Ośrodek był ukryty głęboko w meksykańskich wyżynach, starożytne cedry wznosiły się nad głową, mgła wiła się od podłoża lasu, powietrze gęste od zapachu sosny i ziemi. Ptaki ćwierkały cicho, ale mój puls je zagłuszał. Zostawiła mnie w kawałkach, nasze małżeństwo to kruchy sen, który spaliła dla dreszczyku. A teraz była tu, udając spokój, ściskając mój prezent jak winny sekret. Wyszedłem z cienia, buty miażdżyły liście, serce waliło oskarżeniem i czymś mroczniejszym – surowym, nieugaszonym pożądaniem. Jej oczy otworzyły się gwałtownie, wpiły w moje, ta spokojna maska pękła odrobinę. Inni jogini byli na odległej sesji; byliśmy sami w tej zielonej katedrze. "Carolina" – warknąłem nisko i jadowicie. Wyprostowała się, wisiorek wciąż w pięści, smukłe ciało napięło się pod luźną białą koszulką i legginsami do jogi. Słońce przefiltrowane przez liście plamiło jej kształt, podkreślając krzywiznę bioder, subtelne kołysanie, gdy się poruszyła. Czułem jej zapach – lotion z jaśminu zmieszany z potem z praktyki. Wściekłość gotowała się, ale głód też. Zawsze była moim spokojem w burzy, ale teraz złamała mój. Ta konfrontacja nic nie naprawi, albo nas bardziej rozbije. Usta jej rozchyliły się, oddech uwiązł, wiedziałem, że zasadzka trafiła. Las wstrzymał oddech razem z nami.


Jej ciemnobrązowe oczy rozszerzyły się, gdy zmniejszyłem dystans, wisiorek błysnął w zaciśniętej pięści. "Rafael? Co ty tu, kurwa, robisz?" Głos Caroliny był pewny, ale widziałem błysk – winę, strach, może iskrę starego ognia. Chwyciłem jej nadgarstek, zmusiłem otworzyć dłoń. Srebrny łańcuch z wygrawerowanymi inicjałami upadł na mech. "To" – warknąłem, kopiąc go na bok – "jest powodem, dla którego tu jestem. Trzymałaś go? Po ruchaniu z Marcusem? Po tej waszej intrydze z Eleną?" Szarpnęła się, jej smukłe ramiona zaskakująco silne od jogi, owalna twarz poczerwieniała pod ciepłą opaloną skórą. Las wokół nas tętnił – wiatr szumiał w cedrach, odległe śpiewy z ośrodka ginęły w ptasim koncercie – ale to wszystko rozmazało się. Jej długie blond włosy zakołysały się, gdy cofnęła się, bosymi stopami tonąc w miękkiej ziemi. "Nie jesteś już moim właścicielem, Rafael. Jesteśmy po rozwodzie. Wracaj do Miasta Meksyk i daj mi się leczyć." Leczyć? Słowo żądliło jak sól w ranie. Namierzyłem ją tu po zobaczeniu sms-ów na telefonie wspólnego kumpla, jej śmiejące się emotki przy imieniu Marcusa, enigmatyczne plany Eleny. Zdrada skręcała kiszki. Chwyciłem ją za ramiona, przyciągnąłem blisko, wciągając zapach – pot, jaśmin, dzika ziemia. Jej średnie cycki wcisnęły się w moją klatkę przez cienką koszulkę, jej ciepło parzyło. "Leczyć? Ty mnie rozbiłaś, Carolina. Paradowałaś swoim spokojem, knując za plecami." Oddech jej uwiązł, ciemnobrązowe oczy szukały moich, usta drżały. Chciałem ją nienawidzić, ale ciało mnie zdradziło, twardniejąc od bliskości. Odepchnęła mnie, ale słabo, jej spokój pękał. "To nie tak. Marcus to tylko kumpel z ośrodka. Elena też. Jesteś paranoikiem." Kłamstwa. Widziałem po zaciśniętej szczęce, po tym, jak sutki stwardniały pod materiałem od napięcia. Polana malała, drzewa zamykały się jak świadkowie. Przyparłem ją do potężnego dębu, kora szorstka za nią. "Udowodnij. Powiedz, że nie tęsknisz za tym." Ręka zsunęła się na talię, palce wbiły w wąskie biodra. Sapnęła, ale nie odsunęła się, spokojna fasada kruszyła się. Napięcie wiło się między nami, wściekłość buzowała w coś pierwotnego. Jej ręce zacisnęły się na mojej koszuli, ciągnąc czy odpychając – nie wiedziałem. Powietrze zgęstniało, naładowane niewypowiedzianą historią, naszym pękniętym małżeństwem wiszącym jak mgła. Nachyliłem się, usta otarły ucho. "Ściskałaś ten wisiorek, bo wciąż to czujesz, Carolina. Przyznaj się." Ciało jej zadrżało, smukła sylwetka wygięła się lekko, ciemnobrązowe oczy teraz burzowe. Zasadzka działała; jej spokój pękał, i mój razem z nim.


Jej opór stopił się, gdy moje usta runęły na jej, pocałunek mściwy, pełen zębów i języka, smakujący jej zaskoczeniem i resztką mięty z herbaty ośrodka. Carolina jęknęła cicho w moje usta, z oddechem "Rafael..." uciekło, gdy ręce chwyciły moje ramiona. Szarpnąłem jej koszulkę w górę, obnażając średnie cycki, sutki stwardniały od razu w chłodnym leśnym powietrzu, idealnie uformowane szczyty błagające o uwagę. Jej ciepła opalona skóra lśniła w plamistym słońcu, smukłe ciało wygięło się, gdy je objęłem, kciuki krążyły szorstko. "Chcesz tego, co? Nawet teraz" – warknąłem w szyję, gryząc wrażliwą skórę. Sapnęła, głowa odchyliła się na dębie, długie blond włosy rozlały jak jedwab. Legginsy do jogi przylegały do bioder, ale wepchnąłem udo między jej nogi, czując gorąco promieniujące przez materiał. Biodra jej szarpnęły instynktownie, jęk rósł w gardle. Całusy zsunęły się po obojczyku, wessałem sutek do ust, język smagał mocno, podczas gdy szczypałem drugi. Rozkosz przeszyła ją – czułem po drżeniu ciała, jej spokojna kontrola rozpryskiwała się. "Przestań... albo nie" – szepnęła, rozdarta, palce splatały się we włosach. Las otulał nas, liście szumiały cicho, ale jej jęki były symfonią – miękkie, chciwe sapnięcia. Ręka zsunęła się niżej, objęła jej wzgórek przez legginsy, kręcąc kółka, które zmusiły uda do ścisnięcia. Była już mokra, materiał wilgotniał. "Zdradzieńcu" – mruknąłem, gryząc płatek ucha – "ale wciąż moja." Jej ciemnobrązowe oczy zamrugały, zamglone pożądaniem, owalna twarz zaczerwieniona. Tarła się o moją rękę, goniąc tarcie, niski jęk wibrował z klatki. Przedigra się ciągnęła, usta czciły cycki, na przemian ssąc i liżąc, sutki spuchnięte i wrażliwe. Oddechy przyspieszyły, ciało drżało, gdy orgazm budował się tylko z tego – moje udo wciskające, palce drażniące. "Rafael... o Boże" – sapnęła, rozpadając się z krzykiem, soki nasączające legginsy. Osunęła się na mnie, dysząc, ale nie skończyłem. Wściekłość i pożądanie napędzały; jej pęknięty spokój był moim zwycięstwem.


Szarpnąłem jej legginsy w dół po smukłych nogach, obnażając lśniącą cipkę, wygoloną gładko, wargi spuchnięte z potrzeby. Oddech Caroliny uwiązł, gdy rozchyliłem jej rozpiętą koszulkę szerzej, średnie cycki podskoczyły wolne, sutki sterczące jak zaproszenia. Była teraz bez bluzki, koszulka zwisała z ramion, ciepła opalona skóra naznaczona moimi gryzami. Obróciłem ją twarzą do drzewa, kora skrobała plecy, i wbiłem się w nią od tyłu, mój gruby chuj nieustępliwy, rozciągający jej ciasne gorąco. "Kurwa, wciąż jesteś taka idealna" – jęknąłem, waląc głęboko, jej jęki odbijały się echem – wysokich sapnięć przechodzących w gardłowe krzyki. Owala twarz wykrzywiona w ekstazie, ciemnobrązowe oczy półprzymknięte, długie blond włosy smagały, gdy odpychała się. Każde pchnięcie晃 cycki, sutki ocierały szorstką korę, wyostrzając doznania. Rozkosz wiła się w jej rdzeniu; czułem, jak ścianki ściskają, dojąc mnie. Obejrzałem się, palce znalazły łechtaczkę, pocierałem wściekle, podczas gdy ją rżnąłem, pozycja zmieniła się, gdy podniosła nogę dla głębszego dostępu. "Rafael! Mocniej!" – błagała, spokój zniknął, głos chropawy. Pot ślizgał ciała, jej soki kapały po udach. Wypadłem, obróciłem twarzą do siebie, podniosłem jedną nogę wysoko, wchodząc znów w pozycji misjonarskiej przy drzewie. Smukła sylwetka owinęła się wokół mnie, paznokcie orały plecy, jęki nasilały się – "Ahh... tak... nie przestawaj!" Cipka drgała, orgazm runął, gdy nieustępliwie trafiałem w punkt G, jej krzyki szczytowały w dreszczowym uwolnieniu, nasączając nas oboje. Ale dalej pchałem, goniąc swój szczyt, cycki falowały z każdym oddechem, sutki ocierały moją klatkę. Las rozmazał się; liczyło się tylko jej gorąco, pęknięte jęki. W końcu zakopałem się głęboko, rycząc, gdy spuściłem się, wypełniając pulsujące wnętrze. Zadrżała, wstrząsy poorgazmowe, ciemnobrązowe oczy wpiły w moje – wściekłość ugaszona, ale ogień trwał. Dyszęliśmy, ciała splecione, rozpięta koszulka oprawiała te idealne cycki, sutki wciąż ziębione. Zemsta smakowała słodko w jej uścisku, ale pytania paliły. Kim naprawdę był Marcus? Wisiorek leżał zapomniany obok, symbol naszego rozpadu. Jej sielanka była moja do rozbicia znów.


Osunęliśmy się na mchowe podłoże, smukłe ciało Caroliny wtuliło się we mnie, głowa na mojej klatce, długie blond włosy rozlały jak aureola. Las westchnął wokół, słońce przesuwało się przez liście, rzucając złote wzory na jej ciepłą opaloną skórę. Rozpięta koszulka luźno opadała, ale skromnie ją zasłoniła, choć ciemnobrązowe oczy lśniły wrażliwością. "Dlaczego tu przyjechałeś, Rafael?" – szepnęła, kreśląc kółka na ramieniu, głos miękki, krawędzie spokoju wracały, ale popękane. Głaskałem plecy, wściekłość odpływała w czułość. "Widziałem smsy. Marcus, Elena – wasza mała intryga. Rozpruło mnie to." Westchnęła, owalna twarz uniosła się do mojego wzroku. "To kumple z ośrodka. Marcus prowadzi wędrówki; Elena uczy oddechu. Nic więcej. Wisiorek... trzymałam, bo tęsknię za nami, nawet jeśli jesteśmy zepsuci." Słowa poruszyły starą miłość, czułe wspomnienia małżeństwa zalały – leniwe poranki, jej śmiech. Pocałowałem czoło. "To po co zdradzać?" Wtuliła się bliżej, średnie cycki miękko wcisnęły się. "Zagubiłam się po rozwodzie. Szukałam spokoju. Ale ty... ty zawsze go łamiesz w najlepszy sposób." Leżeliśmy w ciszy, ręce splecione, dźwięki lasu minimalne – jej zadowolone westchnienia w centrum. Wrażliwość mostkowała gniew, sugerując pojednanie, ale cienie czaiły się. Nagle szelest gałęzi – kroki? Jej telefon zabzyczał obok, na razie zignorowany. Ten moment był nasz, czuły pośród ruin.


Szelest eksplodował – Marcus wtoczył się na polanę, wysoki i szorstki, oczy płonęły na nasz widok. "Carolina! Co to, kurwa?" Ale wściekłość wykrzywiła też jego twarz; był częścią tej sieci. Smsy Eleny sugerowały posiadanie, a teraz ruszył do ataku, kutas już twardniał w furii. Carolina sapnęła, ale zamiast strachu, oczy pociemniały z nikczemnym głodem. "Marcus... Rafael..." – mruknęła, klękając między nami, gdy wstaliśmy, koszulki zrzucone. Smukłe ręce objęły oba nasze kutasy – mój gruby i żyłkowany, jego gruby – trzymając je obok siebie, głaszcząc mocno. Jej ciepła opalona skóra kontrastowała z trzonami, długie blond włosy kołysały się, gdy nachyliła się, język muskał czubki na przemian. "Obaj mnie chcecie" – zamruczała, spokój w pełni pęknięty w śmiały pożądanie. Jęknęliśmy, jej jęki wibrowały, gdy ssała mnie głęboko, potem jego, usta rozciągały się, ślina kapała. Pozycja zmieniła się – ona na kolanach w mchu, my po bokach, owalna twarz zaczerwieniona, ciemnobrązowe oczy w górę, dziwkowate. Pompowała szybciej, cycki średnie i jędrne podskakiwały, sutki twarde. "Spuśćcie się dla mnie" – zażądała, teraz mściwa. Rozkosz budowała się brutalnie; jej technika mistrzowska, ręce skręcały podstawy, usta pracowały główki. Jaja mi napięły się pierwsze, potem jego – symultaniczne ryki, gdy wybuchliśmy, gęste strzały malowały twarz, cycki, język. Strzał za strzałem, ona trzymała nas stabilnie, jęcząc "Tak... oznaczcie mnie!" Wylizała czysto, drżąc we własnym orgazmie z tej zgnilizny, cipka ściskała się bez dotyku. Kapiąc naszym nasieniem, uśmiechnęła się triumfalnie, wisiorek obok symbolizował zdobyty chaos. Intryga zdrady obnażona w ekstazie, nasza trójka zapieczętowana w leśnym upale.


Osunęliśmy się w poorgazmowym blasku, Carolina między Marcusem a mną, ciało lśniące, spokój odrodzony w syconym połysku. Ciemnobrązowe oczy błyszczały figlarnie, długie blond włosy sklejone potem. "To... było nieuniknione" – wysapała, splatając nasze palce. Ale telefon jej bzyczał natarczywie – smsy od Eleny: "Gdzie jesteś? Marcus z tobą? Nasz plan nie może czekać." Jednocześnie u Marcusa zabzyczało, słowa Eleny obnażyły ich possessywną intrygę – śledzenie Caroliny, planowanie wspólnego przejęcia. Twarz Caroliny pobladła, znów ściskając wisiorek. "W co ja się wpakowałam?" – szepnęła. Wściekłość we mnie zabłysnęła na nowo; to nie koniec. Marcus napiął się, oczy na ekranie. Las pociemniał, napięcie wiło się – kim naprawdę była Elena? Haki wbiły się głęboko na to, co dalej.
Często Zadawane Pytania
Co dzieje się w "Pękniętym Spokoju Caroliny"?
Rafael zastaje ex-żonę Carolinę na jodze w lesie, konfrontacja przeradza się w gniewny seks, potem trójkąt z Marcusem i sugestię intrygi Eleny.
Jakie są najgorętsze sceny seksu?
Ostry seks przy drzewie z penetracją od tyłu i na stojąco, oralny trójkąt z cumshotem na twarz i cycki, orgazmy bez dotyku cipki.
Czy historia ma ciąg dalszy?
Kończy się cliffhangerem z smsami Eleny, sugerując dalszą intrygę i possessywny plan z Marcusem wokół Caroliny. ]





