Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

W cichym kulcie jej ciała znalazłem oddanie, którego nigdy nie wiedziała, że pragnie.

J

Jedwabiste Poddanie Tary pod Nabożnym Wzrokiem

ODCINEK 3

Inne Historie z tej Serii

Wielbiciel Tary po Streamie Przybywa
1

Wielbiciel Tary po Streamie Przybywa

Tara Droczy Się z Powrotem Czciciela
2

Tara Droczy Się z Powrotem Czciciela

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
3

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Maska Tary Kruszeje Pod Spojrzeniem
4

Maska Tary Kruszeje Pod Spojrzeniem

Tara stawia czoła granicy uwielbienia
5

Tara stawia czoła granicy uwielbienia

Pełne Rozwikłanie Tarze w Uścisku
6

Pełne Rozwikłanie Tarze w Uścisku

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Drzwi do przytulnego dublińskiego mieszkanka Tary otworzyły się z delikatnym skrzypnięciem, które odbijało bicie mojego serca, i tam stała, oprawiona w miękkie popołudniowe światło przefiltrowane przez koronkowe zasłony, rzucające delikatne cienie na jej rysy jak ostrożne pociągnięcia pędzla malarza. Jej ciemnoczerwone włosy były upięte w te vintage'owe victory rolls, które zawsze przyspieszały mi puls, kilka pasm uciekło, muskając jej bladą, piegowatą twarz, budząc wspomnienia skradzionych chwil, gdzie te same loki plątały się w moich palcach podczas gorączkowych nocy. W wieku dwudziestu dwóch lat, z jej szczupłą sylwetką 5'6", owiniętą w prostą szmaragdową sukienkę na ramiączkach, która opinała jej średnie cycki i wąską talię, wyglądała jak z czarno-białego snu film noir, materiał szeptał o jej skórze z każdym oddechem. „Eamon”, powiedziała, jej niebieskie oczy błyszczały dowcipnym blaskiem, „dotarłeś”, jej głos niósł dubliński akcent, który owijał się wokół mojego imienia jak jedwab. Wszedłem do środka, zapach świeżo upieczonych scones i jej subtelnych perfum waniliowych owijał się wokół mnie jak zaproszenie, ciepłe i odurzające, wciągając mnie głębiej w jej świat po długiej podróży pociągiem z Galway, gdzie odtwarzałem każdą wiadomość, którą wymieniliśmy, każde zdjęcie, które podsycało moje pożądanie. Zwolniła cały weekend dla tego, bez sesji, bez telefonów, tylko my, świadomy wybór, który ściskał mi klatkę z wdzięcznością i pożądaniem, wiedząc, jak jej kariera wymaga tyle. Kiedy się odwróciła, by mnie wprowadzić, sukienka zakołysała się na jej nogach, sugerując krągłości pod spodem, rąbek zatrzepotał na tyle, by odsłonić błysk bladej uda, i poczułem to znajome pociągnięcie, to, które mówiło, że ta wizyta nas rozplącze oboje, nić po nici, aż nic nas nie rozdzieli. Jej urok był rozbrajający, zawsze taki był, ale dziś w jej uśmiechu kryło się coś głębszego – głód, który maskowała przyjacielską gadką, subtelne rozchylenie warg zdradzające myśli pędzące za tymi błyszczącymi oczami. Upuszczam torbę z hukiem, który wydał się za głośny w naładowanej ciszy, patrząc, jak jej biodra kołyszą się naturalnie, już wyobrażając sobie, jak zdejmuję tę sukienkę warstwa po warstwie, czcząc każdy cal, aż jej dowcip ustąpi westchnieniom, moje ręce kreślące piegi na jej skórze jak tajne konstelacje czekające na odkrycie.

Usiedliśmy w jej salonie, takim miejscu, które wydawało się zamieszkane i ciepłe – regały wypchane sfatygowanymi powieściami, których grzbiety szeptały historie późnych nocy straconych w stronach, pluszowa aksamitna sofa naprzeciw kominka, gdzie żar z wcześniejszego ognia wciąż słabo żarzył, i słońce plamiące parkiet złotymi kałużami tańczącymi po pokoju jak figlarne duchy. Tara nalała nam herbaty, jej ruchy pełne gracji i niespieszne, ta sukienka podciągnęła się na tyle, by pokazać błysk uda, kiedy schyliła się, by odstawić tacę, porcelana brzęknęła cicho, uwalniając parę niosącą nuty bergamotki Earl Greya w powietrze. „Odwołałam wszystko”, powiedziała z uroczym śmiechem, który bulgotał jak szampan, siadając obok mnie na tyle blisko, że nasze kolana się otarły, wysyłając iskrę w górę mojej nogi, którą próbowałem zignorować, ale nie mogłem. „Żadnych agentów dzwoniących bez przerwy, żadnych castingów w ostatniej chwili. Tylko ty i ja, Eamon Kelly, na cały weekend.” Jej niebieskie oczy spotkały moje nad brzegiem filiżanki, i był ten błysk, ten, który zawsze tańczył między nami – dowcipny, drażniący, ale przesiąknięty czymś niewypowiedzianym, głębią, która ściskała mi gardło, zastanawiając się, czy ona czuje to samo magnetyczne pociągnięcie.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Nie mogłem się powstrzymać, pochyliłem się, moja ręka znalazła jej na poduszce między nami, jej skóra taka miękka i ciepła, piegi rozsypane jak gwiazdy na jej bladej cerze, każda mała niedoskonałość tylko podkręcająca jej pociągliwość. „Nie musiałaś tego robić”, mruknąłem, choć mój kciuk kreślił powolne kółka na jej dłoni, czując, jak jej puls przyspiesza pod moim dotykiem jak skrzydło ptaka trzepoczące o klatkę. Przechyliła głowę, te victory rolls idealne, ciemnoczerwone pasma lśniły w słońcu jak wypolerowany mahoń. „Och, ale chciałam. Za długo cię nie było”, odparła, jej głos opadł o ułamek, niosąc szczerość, która przebiła jej zwykłą figlarnię, sprawiając, że serce bolało od dystansu, który przetrwaliśmy. Jej palce splotły się z moimi, trzymając mocniej niż przypadkowo, milczące przyznanie, które odbijało myśli wirujące w mojej głowie – jak mi tego brakowało, jej obecność wypełniająca każdą pustkę we mnie.

Powietrze zgęstniało, gdy rozmawialiśmy – o jej ostatniej sesji na deszczowych ulicach Temple Bar, mojej pracy w Galway pośród dzikich wiatrów Atlantyku – ale każde spojrzenie trwało dłużej niż trzeba, każdy śmiech przychodził z otarciem ramion, które wysyłało ciepło przez moją koszulę. Złapałem, jak patrzy na moje usta, kiedy mówiłem, jej wargi rozchylone lekko, jakby smakowała słowa, zanim dotrą, jej oddech zacinający się prawie niedostrzegalnie. Kiedy wstała, by podłożyć do ognia, pogrzebacz szorował o ruszt z metalicznym szeptem, wstałem też, podchodząc od tyłu, moja klatka prawie dotykająca jej pleców, ciepło jej ciała mieszające się ze żarem płomieni. „Tara”, powiedziałem nisko, ręce unoszące się przy jej talii bez dotyku, przestrzeń między nami elektryczna od napięcia. Zamarła, pogrzebacz w połowie powietrza, i zerknęła przez ramię, ten uroczy uśmiech zachwiał się w coś podatnego, jej oczy szeroko i szukające. Żar od płomieni odbijał ten budujący się między nami, powolne palenie, które obiecywało nas pochłonąć, i wiedziałem, że długo nie potrwa, zanim słowa ustąpią dotykowi, zanim bariery, które zbudowaliśmy, runą pod ciężarem naszego wspólnego pragnienia.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Pogrzebacz brzęknął cicho, kiedy Tara odłożyła go na bok, dźwięk ledwo rejestrowany nad rykiem w moich uszach, obracając się w moje ramiona z westchnieniem, które mówiło tomy, jej oddech ciepły na mojej skórze jak długo wstrzymywane wyznanie. Nasze usta spotkały się wtedy, powoli na początek, jej wargi ciepłe i uległe pod moimi, smakujące herbatą i słodyczą z podtekstem jej własnego unikalnego smaku, który sprawił, że głowa mi wirowała. Moje ręce zsunęły się po jej plecach, palce plącząc się w materiale sukienki, zanim znalazły zamek, metal chłodny pod opuszkami, gdy pociągnąłem go w dół cal po calu, dźwięk szept w cichym pokoju podkręcający każde doznanie, aż sundress zebrał się u jej stóp jak rozlana szmaragdowa woda. Wyszła z niego, teraz topless, jej średnie cycki idealne w naturalnym kształcie, sutki już twardniejące w blasku ognia migocącym po jej bladej, piegowatej skórze, rzucającym cienie akcentujące każdą łagodną krzywiznę.

Objąłem je delikatnie, kciuki krążące wokół tych szczytów z celową powolnością, wyciągając miękkie jęknięcie z jej gardła, które wibrowało przeze mnie, jej ciało reagujące instynktownie, gdy gęsią skórkę pokryły jej ramiona. „Boże, Tara, jesteś boska”, wyszeptałem przy jej szyi, całując piegi tam, każdy słono-słodki punkt czci, który sprawiał, że drżała. Wygięła się w mój dotyk, jej szczupłe ciało przyciskając blisko, ciepło jej skóry przenikające przez moją koszulę, ręce majstrujące przy guzikach mojej koszuli z tą jej dowcipną niecierpliwością, paznokcie muskające moją klatkę. „Mniej gadania, więcej tego”, mruknęła, ale jej oczy trzymały moje, niebieskie i jasne od potrzeby, błaganie ukryte w głębi, które utwardziło moją wolę. Osunęliśmy się na sofę, ona na moim kolanie okrakiem, nagie cycki ocierające się o moją klatkę, gdy obsypywałem je uwagą – całując, lekko ssąc, czując, jak drży, jej serce grzmiące pod moimi ustami.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Jej ciemnoczerwone włosy zaczęły się rozluźniać z tych rolls, długie fale opadające, gdy kołysała się na mnie, koronkowe majtki jedyna bariera, tarcie budujące pyszny ból, który sprawiał, że ściskałem poduszki. Moje usta powędrowały niżej, po obojczyku, gdzie jej puls trzepotał dziko, czcząc krzywiznę talii idealnie pasującą do moich dłoni, wgłębienie pępka, które wyciągnęło westchnienie z jej rozchylonych warg. Jęknęła, palce w moich włosach, ciągnąc mnie bliżej z pilnością mówiącą o stłumionym pożądaniu, jej uda drżące wokół mnie. Napięcie, które budowaliśmy całe popołudnie, rozluźniło się tu, w tych dotykach obiecujących więcej, jej ciało żywe pod moimi rękami, każdy pieg mapa, którą chciałem zapamiętać, każde westchnienie wers w poemacie jej poddania.

Ubrania zrzucone w pośpiesznym splątaniu tkanin i guzików walących o podłogę jak rozsypany deszcz, Tara odepchnęła mnie na poduszki sofy, jej niebieskie oczy wpięte w moje z dziką determinacją, która przeszyła mnie dreszczem, jej oddech w płytkich sapaniach. Złapała nogą, obracając się ode mnie w jednym płynnym ruchu, jej szczupłe plecy wyginające się, gdy ustawiła się – reverse cowgirl, twarzą do ognia, ale skręcając na tyle, by gdy zerknęła za siebie, jej profil był widoczny, te ciemnoczerwone fale spływające jak karmazynowy wodospad, łapiące blask ognia. „Tak?” drażniła się, głos chrapliwy i prowokujący, opuszczając się na mnie powoli, cal po boskim calu, ciasne gorąco mnie otaczające wyciągnęło syknięcie z moich ust, gdy jej ciało się dostosowywało. Widok jej bladej, piegowatej skóry lśniącej w blasku ognia, wąskiej talii rozszerzającej się na biodra ściskające mnie mocno – odebrało mi dech, każdy mięsień we mnie napięty od czci i surowej potrzeby.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

„Tara, kurwa, jesteś doskonałością”, jęknąłem, ręce chwytające jej biodra, prowadząc ją, gdy zaczęła jeździć, moje palce wbijające się w miękkie ciało na tyle, by poczuć jej reakcję. Jej ruchy były celowe na początek, wznoszące i opadające w rytmie budującym się jak burza nad Irlandzkim Morzem, jej średnie cycki podskakujące lekko z każdym zejściem, sutki napięte szczyty błagające o uwagę. Chwaliłem ją bezlitośnie, słowa wylewające się w średnim warczeniu dominacji owiniętej w cześć, mój głos zachrypnięty od pożądania. „Patrz na ten tyłek, taki jędrny, stworzony dla moich rąk. Każda twoja krzywizna, bogini – jeźdź na mnie, jakbyś mnie posiadała. Twoja skóra, te piegi tańczące w świetle, jesteś pieprzoną wizją.” Jęknęła, przyspieszając, jej ciało śliskie od potu, lśniące jak wypolerowany marmur, piegi wyróżniające się, gdy ujeżdżała mocniej, biorąc mnie głęboko, jej ścianki wewnętrzne trzepoczące wokół mnie.

Gorąco między nami narastało, jej ścianki zaciskały się wokół mnie, ciągnąc mnie ku krawędzi z imadłowym uściskiem, który sprawiał, że gwiazdy wybuchały za moimi powiekami. Osiągnąłem dookoła, palce znajdujące jej łechtaczkę, nabrzmiałą i śliską, krążące w rytmie jej pchnięć, czując, jak pulsuje pod moim dotykiem. „Tak, Eamon – czcij mnie tam”, sapnęła, głowa odrzucona do tyłu, victory rolls półrozpuszczone, pasma przyklejone do wilgotnej szyi. Sofa skrzypiała pod nami, protestując przed żarem, ogień trzaskał w kontrapunkcie do naszych oddechów wznoszących się unisono, pokój napełniony piżmem naszego podniecenia. Doszła pierwsza, drżąc gwałtownie, jej krzyki odbijające się od ścian jak wołanie syreny, ciało dojające mnie, aż poszedłem za nią, wylewając się w nią z rykiem jej imienia wyrwanym z klatki, fale rozkoszy miażdżące mnie. Zamarliśmy, dysząc, ona opierając się o moją klatkę, moje ramiona owijające ją w poświatę, nasze pot-szpikowane skóry spajające nas, gdy serca zwalniały, świat zwężający się do tego intymnego splątania.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

Rozplątaliśmy się powoli, Tara zsunęła się ze mnie z zadowoloną westchnieniem wiszącym w powietrzu jak melodia, jej ciało lśniące od warstewki potu łapiącej gasnący blask ognia, piegi jak konstelacje na jej bladej skórze wyróżniające się żywo na rumieńcu. Zwijała się przy mnie na sofie, wciąż topless, te średnie cycki wznoszące i opadające z jej oddechami, sutki miękkie teraz w chłodniejącym powietrzu, które podniosło bladą gęsią skórkę na jej ramionach. Naciągnąłem na nas narzutę, miękka wełna szorstko muskająca naszą skórę, ale nie zanim pocałowałem każdy czule, moje usta zwlekające się, by posmakować słonej skóry i poczuć subtelne zacinanie jej oddechu. „To było... intensywne”, powiedziała, jej dowcipny urok wracający w leniwym uśmiechu marszczącym kąciki oczu, palce kreślące wzory na mojej klace, wirujące leniwie po włosach tam jakby mapując swoje terytorium.

Zaśmiałem się, dźwięk dudniący głęboko w klatce, trzymając ją blisko, wciągając jej zapach – wanilia zmieszana z nami, odurzający koktajl, który sprawiał, że głowa pływała od zadowolenia i tlącego głodu. „Dobrze, bo mówię serio każde słowo. Nie jesteś tylko piękna; jesteś wszystkim”, szepnąłem, moje słowa szczere, niosące ciężar miesięcy rozłąki, listów i telefonów, które podtrzymywały płomień. Jej niebieskie oczy zmiękły, podatność migocząca jak żar przed nami, ale złapałem błysk, coś głębszego pod przyjacielską gadką, cień wątpliwości, który tak dobrze ukrywała. Rozmawialiśmy wtedy naprawdę – o niczym i wszystkim, jej śmiechy lekkie i brzęczące jak wietrzne dzwonki, moja ręka głaskająca jej rozpuszczone ciemnoczerwone włosy, palce czeszące jedwabiste fale pachnące jej szamponem i dymem. Ogień zgasł do żaru, odbijając czułą przerwę między nami, pokojowy interludium, gdzie czas rozciągał się leniwie. Przesunęła się, jej koronkowe majtki przekrzywione, materiał wilgotny i przyklejony, przyciskając pocałunek do mojej szczęki, który wysłał świeże iskry przeze mnie. „Sypialnia?” szepnęła, głos figlarny, ale brzegiem odnowionego głodu, jej zęby muskające moją skórę na tyle, by drażnić. Skinąłem, podnosząc ją bez wysiłku w ramiona, jej waga lekka i idealna, niosąc ją korytarzem, nasze ciała już się budzące, pulsy przyspieszające w oczekiwaniu na noc przed nami.

Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie
Tara Smakuje Prawdziwe Uwielbienie

W jej sypialni światło świec z nocnej szafki migotało po kremowych prześcieradłach pogniecionych kusząco, rzucając ciepłe cienie tańczące jak kochankowie na ścianach, Tara klęczała na czworakach, zerkając na mnie tymi przenikliwymi niebieskimi oczami, ciemnoczerwone włosy teraz całkowicie rozpuszczone, długie fale kaskadujące po plecach w dzikim potoku błagającym o chwyt. „Tym razem od tyłu”, powiedziała, głos zmysłowym rozkazem nieznoszącym sprzeciwu, wyginając swoją szczupłą sylwetkę kusząco, jej blada skóra lśniąca miękko, piegi biegnące jak ścieżka w dół kręgosłupa do krzywizny jej dupci. Ustawiłem się za nią z jej POV, ręce na biodrach, wślizgując się w jej wilgoć z jękiem dudniącym z głębi, gorąco i śliskość witające mnie jak aksamitna rękawiczka. „Chryste, Tara, ten widok – twój tyłek, te piegi spływające w dół... jesteś boska”, warknąłem, moje pochwały płynące, średni-dom ton czczący, lecz rozkazujący, wbijając się głęboko i równo, każde pchnięcie wyciągające mokre dźwięki wypełniające pokój.

Odpychała się na mnie, spotykając każde pchnięcie z równym zapałem, jęki wypełniające pokój, gdy ścisnąłem jej talię mocniej, patrząc, jak jej ciało ustępuje i bierze, mięśnie falujące pod skórą. „Mocniej, Eamon – mów, jaka jestem idealna”, zażądała, dowcipny brzeg zniknął, surowa potrzeba w jego miejscu, jej głos łamiący się na słowach, gdy rozkosz ją pochłaniała. Spełniłem, tempo budujące się do bezlitosnego rytmu, jedna ręka plącząca się we włosach, ciągnąc na tyle, by wygiąć ją mocniej, druga sięgająca pod spód, by drażnić łechtaczkę, palce śliskie i krążące z precyzją, która sprawiła, że szarpnęła. Pot perlił się na jej bladej skórze, piegi żywe na połysku, średnie cycki kołyszące się w naszym rytmie, sutki muskające prześcieradła poniżej. Rama łóżka stukała cicho o ścianę, stały bęben podkładający jej krzyki wznoszące się – „Tak, czcij to wszystko!” – jej ciało napięte jak cięciwa, aż rozpadła się, ciało konwulsyjne, ścianki pulsujące wokół mnie w rytmicznych falach, które wciągnęły mnie pod.

Poszedłem sekundy później, zakopując się głęboko z gardłowym wytryskiem echo jej imienia, opadając na jej plecy, nasze ciała śliskie i dyszące. Turlnęliśmy się na prześcieradła, wykończeni, moje ramiona ciągnące ją blisko, gdy drżała przez wstrząsy wtórne, jej skóra gorączkowo gorąca na mojej. Jej oddechy zwolniły, ciało wiotkie na mojej, ale w ciszy czułem jej serce wciąż galopujące, szaleńczy tatuaż zdradzający burzę w środku. Orgazm był kompletny, fizyczny ogień ugaszony, ale emocje wisiały, surowe i obnażone, w powietrzu jak dym ze świec, wiążąc nas poza ciałem.

Leżeliśmy splątani w prześcieradłach, głowa Tary na mojej klace, jej blada skóra zarumieniona delikatnym różem, piegi ciemne na różu kwitnącym od policzków w dół szyi, mapa naszej namiętności wyryta kolorem. Głaskałem jej długie ciemnoczerwone włosy, teraz dziką kaskadę spływającą po moim ramieniu jak rzeka ognia, i poczułem zmianę – poza fizycznym, coś głębszego budzące się w cichej poświacie, podatność, która ściskała mi klatkę ochroną. „Tara”, powiedziałem miękko, unosząc jej podbródek, by spotkać niebieskie oczy, teraz zmiękczone zmęczeniem i ulgą. „Ten twój urok, dowcip... co za nim stoi? Czego naprawdę się boisz?” Mój głos był łagodny, sondujący bez nacisku, zrodzony z intymności, którą dzieliliśmy, chcąc obrać jej warstwy tak dokładnie jak ubrania.

Zesztywniała lekko, ten przyjacielski uśmiech wracający jak tarcza, jasny, ale kruchy w gasnącym świetle świecy. „Boję się? Ja? Daj spokój, Eamon, jestem niezniszczalna”, zaśmiała się, dźwięk wymuszony i echo zbyt głośno w stłumionym pokoju, odwracając się, by zdmuchnąć świecę dmuchnięciem wysyłającym smugi dymu w górę. Ale widziałem błysk w jej spojrzeniu, cień niepewności, który szybko zamaskowała, plecami do mnie, gdy ułożyła się pod kołdrą. Odbijała pocałunkiem w czoło, miękkim i zwlekającym, mrucząc dobranoc w tym lilującym tonie, jej wargi chłodne na mojej skórze. Ale gdy odpływałem, kołysany rytmem jej oddechu obok, ona leżała bezsennie, wpatrując się w sufit, gdzie księżycowe światło przefiltrowywało przez cienkie zasłony, wzory przesuwające się jak jej myśli. Weekend ją rozłamał, moje uwielbienie smakujące zbyt jak prawda, przebijające zbroję gadki, którą nosiła tak długo, i strach przed prawdziwym obnażeniem gryzł ją – a co jeśli on zobaczy poza modelką, czarującą, dziewczynę ukrywającą wątpliwości co do wartości, jej niepewności pośród blasku? Poranek przyjdzie ze światłem i możliwościami, ale pytanie wisiało, nierozwiązane, wplatając się w ciszę jak niegrana nuta.

Często Zadawane Pytania

Jaki jest główny motyw historii Tary?

Historia skupia się na czczeniu ciała rudowłosej modelki z piegami poprzez intensywny seks i dominujące pochwały, odkrywając jej ukryte pragnienie oddania.

Jakie pozycje seksualne występują w erotyce?

Reverse cowgirl na sofie przy kominku i seks od tyłu w sypialni, z naciskiem na detale jak piegi i pot.

Czy historia ma elementy emocjonalne?

Tak, poza fizyczną namiętnością, eksploruje podatność Tary i jej lęki pod maską dowcipu, budując głębię relacji. ]

Wyświetlenia49K
Polubienia39K
Udostępnij20K
Jedwabiste Poddanie Tary pod Nabożnym Wzrokiem

Tara Brennan

Modelka

Inne Historie z tej Serii