Poświęcenie Bungy Oplątane Pnaczami
W cieniowym uścisku pnączy jej czułość uwolniła moje najgłębsze żądze.
Uwielbienia Bungi w Księżycowym Ogrodzie Przypraw
ODCINEK 4
Inne Historie z tej Serii


Zaproszenie przyszło szeptem, głos Bungy miękki przez telefon, przesiąknięty tym czułym akcentem, który zawsze szarpał coś głęboko we mnie, pociąg budzący wspomnienia ukradkowych spojrzeń i niedopowiedzianych pragnień. „Przyjdź dziś wieczorem do mojego pawilonu w ogrodzie, Made. Na prywatny zbiór.” Jej słowa krążyły w mojej głowie jak echo odległych fal na brzegu, przywołując słodycz dojrzałego owocu i obietnicę rozkoszy. Już ją sobie wyobrażałem, otoczoną bujnym splątaniem pnączy wspinających się po drewnianej kratownicy, ich liście szeleszczące cicho na bryzie, jej karmelowe włosy wplecione w miękki boho warkocz na głowie, łapiący gasnące słońce, te zielone oczy chwytające ostatnie światło zmierzchu, błyszczące mieszanką psotności i wrażliwości, która ściskała mi klatkę piersiową. Jazda do jej miejsca to był zamglony podnieceniem trans, ręce ściskające kierownicę trochę za mocno, serce wali jak młot od tych „co jeśli” – czy dziś w końcu rozplączemy napięcie, wokół którego tańczyliśmy tak długo? Gdy podjeżdżałem do ustronnego miejsca, powietrze gęste od frangipani i nocnego jaśminu, ich ciężkie perfumy oplatające mnie jak uścisk, wypełniające płuca tropikalną słodyczą, która przyspieszała oddech, ujrzałem jej sylwetkę na tle blasku lampionów, eteryczną i zapraszającą. Miała na sobie prostą pareo sukienkę, materiał lekko przylegający do jej delikatnej sylwetki, ciepła opalona skóra lśniąca jak wypolerowane hebanowe drewno w miękkim oświetleniu, każda krzywizna sugerowana, ale nie w pełni odsłonięta, drażniąca wyobraźnię. Jej długie włosy opadały w miękkich falach, oprawiając twarz pełną zaproszenia i nuty nerwowego oczekiwania, usta lekko rozchylone, jakby już smakowały nadchodzącą noc. Puls mi przyspieszył, stałe dudnienie w uszach zagłuszające chór świerszczy, gorąco wznoszące się falami przez ciało. To nie była zwykła wizyta; to wezwanie do czegoś surowego, czegoś, wokół czego krążyliśmy tygodniami, rozmowy nasycone podtekstem, dotyki trwające za długo. Odwróciła się, gdy się zbliżyłem, uśmiech nieśmiały, ale świadomy, światło lampionu łapiące rumieniec na policzkach, i w tej chwili wiedziałem, że pnącza to nie jedyne, co dziś...


Odblokuj Treści Premium
Aby przeczytać pełną historię, uzyskasz dostęp do wszystkich historii, filmów i zdjęć tej modelki.
Treść może być skrócona. Pełna wersja dostępna z subskrypcją.





