Pierwsze Oddanie Kathleen

W ciszy apartamentu jego kolana dotknęły podłogi, a jej krągłości stały się jego cichym ołtarzem.

C

Ciche Ołtarze Poddania Kathleen

ODCINEK 3

Inne Historie z tej Serii

Marzenia Kathleen na próbie
1

Marzenia Kathleen na próbie

Dostosowanie blasku Kathleen po występie
2

Dostosowanie blasku Kathleen po występie

Pierwsze Oddanie Kathleen
3

Pierwsze Oddanie Kathleen

Zejście Kathleen w garderobie
4

Zejście Kathleen w garderobie

Cieniste słabości Kathleen
5

Cieniste słabości Kathleen

Transcendentne poddanie Kathleen
6

Transcendentne poddanie Kathleen

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Drzwi do apartamentu hotelowego kliknęły za nami, odcinając hałas świata po całym dniu kręcenia. Nagła cisza otuliła nas jak aksamitna kurtyna, przerywana tylko odległym szumem miasta daleko w dole i cichym warkotem klimatyzacji, która ruszyła. Wciąż czułem adrenalinę z planu buzującą w żyłach, sposób, w jaki Kathleen zawładnęła każdą klatką, jej obecność magnetyczna pod tymi ostrymi światłami. Teraz, w tej intymnej przestrzeni skąpanej w ciepłym bursztynowym blasku lamp nocnych, stała tam, jej ciemnoczerwone włosy związane w wysoki, gładki kucyk, który kołysał się lekko przy jej ruchach, łapiąc światło jak wypolerowany mahoń. Była wizją, ta figura klepsydry wciśnięta w czarną dopasowaną sukienkę koktajlową, która opinała każdy krąg – jej karmelowa skóra lśniąca w miękkim oświetleniu, ciemnobrązowe oczy błyszczące tą wesołą pewnością siebie, która zawsze mnie wciągała, sprawiając, że serce mi na chwilę zamierało, ilekroć obrzucała mnie tym spojrzeniem. Tkanina sukienki szeptała o jej ciele, gdy się poruszyła, podkreślając krąg bioder, wcięcie talii, pełność biustu unoszącego i opadającego z każdym oddechem. „Rafael” – powiedziała, głos lekki, ale z czymś głębszym, chropowatym podtonem, który wysłał dreszcz w dół mojego kręgosłupa – „zrób mi przysługę? Sprawdź jeszcze raz, jak leży kostium. Upewnij się, że jest idealnie”. Jej słowa zawisły w powietrzu, figlarne, ale rozkazujące, i wyczuwałem pod prądem zaproszenie, sposób, w jaki wygięła usta, odsłaniając biały błysk zębów. Przełknąłem ślinę, czując już pociąg, magnetyczną siłę, która wysuszyła mi usta i sprawiła, że skóra mrowiła z napięcia. Cały dzień na nią patrzyłem, profesjonalna powściągliwość mnie hamowała, ale teraz, sami, bariery runęły. Klęknięcie przed nią wydawało się nieuniknione, jakby sama grawitacja spiskowała na ten moment, ciągnąc mnie w dół na jej poziom, gdzie mogłem czcić boginię, jaką stała się w mojej głowie. Moje ręce powędrowały do jej bioder, palce sunęły po tkaninie, ale to jej ciepło przenikające przez nią sprawiło, że puls mi zahuczał, promienny żar mówiący o ogniu budującym się w niej. Zapach jej perfum uniósł się – jaśmin zmieszany z lekką słoną wonią jej skóry po dniu pracy – odurzający, wciągający mnie bliżej. Spojrzała w dół, półuśmiech na ustach, ciemnobrązowe oczy wpiły się w moje z intensywnością, która sprawiła, że pokój zawirował, i wiedziałem, że ta noc wszystko między nami zmieni, zamieniając kolegów z pracy w kochanków w jednym naładowanym uderzeniu serca.

Przeprowadziliśmy cały dzień na planie, ona panowała nad kamerą z tą bezwysiłkową gracją, każda poza podkreślała kołysanie bioder, pełność biustu, sposób, w jaki jej kucyk smagał powietrze, gdy śmiała się z uwag reżysera. Wspomnienie tego wszystkiego wróciło falą – trzask spustów migówek, żar reflektorów sprawiający, że jej karmelowa skóra lśniła lekką warstewką potu, jej wesołe pogaduchy rozluźniające ekipę. Teraz, w prywatności tego apartamentu z widokiem na migoczące jak morze gwiazd światła miasta, powietrze zgęstniało, naładowane elektrycznością niewypowiedzianych pragnień, które tliły się cały dzień. Kathleen zrzuciła szpilki, wzdychając z ulgą, dźwięk miękkiego wydechu odbijający moje własne stłumione napięcie, i odwróciła się do mnie, kucyk kołyszący się jak wahadło, muskający ramię jedwabistym szeptem. „Serio, Rafael, bądź dokładny. Muszę wiedzieć, czy gdzieś nie podjeżdża”. Ton figlarny, ale oczy trzymały moje o ułamek za długo, ta wesoła iskra zamigotała w coś cieplejszego, bardziej zapraszającego, cicha obietnica, która skręciła mi żołądek z tęsknoty.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Klęknąłem bez słowa, puszysty dywan miękki pode mną, ustępujący jak chmura pod kolanami, uziemiający mnie w tym surrealistycznym momencie. Moje ręce osiadły najpierw na jej łydkach, sunąc powoli w górę po gładkiej karmelowej skórze, czując, jak mięsień lekko napina się pod dotykiem, ciepły i żywy, jak dotyk żywego jedwabiu. Lekki dreszcz w jej nogach zdradzał jej własne napięcie, odbijając szybkie łomotanie mojego serca. „Leży idealnie” – wymruczałem, ale palce nie przestały, sunąc po brzegu sukienki, gdzie przylegała do ud, tkanina napięta i kusząca. Przeniosła ciężar, rozchylając nogi odrobinę, i złapałem lekki zapach jej perfum – jaśmin i coś bardziej ziemistego, piżmowego, unikalnie jej – który sprawił, że głowa mi zawirowała. Pochylając się, przycisnąłem usta do tkaniny nad biodrem, lekki pocałunek, który sprawił, że jej oddech się zaciął, ostry wdech podsycający moją śmiałość. „Tu?” – zapytałem, głos szorstki bardziej niż zamierzałem, chropowaty od napięcia powściągliwości. Jej dłoń znalazła moje włosy, palce wplecione delikatnie, paznokcie muskające skórę głowy w sposób wysyłający iskry w dół kręgosłupa. „Niżej” – szepnęła, pewna siebie jak zawsze, prowadząc bez rozkazu, głos aksamitnym poleceniem, któremu nie mogłem się oprzeć.

Posłuchałem, usta muskające sukienkę wzdłuż zewnętrznej strony uda, ręce obejmujące rozbłysk bioder – ta klepsydrowa perfekcja, która nawiedzała moje myśli cały dzień, każdy krąg arcydziełem, którego pragnąłem dotknąć. Każdy pocałunek celowy, czczący, usta zwalniające na krągłości, gdzie udo spotykało biodro, smakując lekką słoność przez tkaninę, czując jej żar promieniujący. Zadrżała lekko, subtelny dreszcz, który sprawił, że bolało mnie pragnienie jej dogodzić bardziej, ale cofnąłem się tuż przed, wstając, by spotkać jej spojrzenie, nasze wzrosty idealnie pasujące. „Jest bezbłędna, Kathleen. Jak ty”. Nasze twarze centymetry od siebie, oddechy mieszające się, ciepłe i urywane, napięcie nawijające się między nami jak sprężyna gotowa pęknąć. Przygryzła wargę, ta wesoła fasada pękająca w surowe pożądanie, ciemnobrązowe oczy rozszerzające się z pragnienia, ale żadne z nas nie ruszyło się, by to przerwać – jeszcze. W tym zawieszonym momencie zastanawiałem się, czy ona czuje ten sam wir, ten sam nieunikniony pociąg do poddania się.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Jej palce szarpnęły za suwak sukienki, dźwięk powolnego zgrzytu w cichym pokoju, każde ząbek rozchylający się jak szeptany sekret budujący napięcie. „Pomóż mi się z tego wyswobodzić” – powiedziała, głos teraz chropowaty, z zdyszaną krawędzią, która sprawiła, że krew mi zahuczała, odwracając się do mnie z gracją, eksponując elegancką linię kręgosłupa. Wstałem, ręce stałe mimo żaru huczącego we mnie, piec w klatce rozlewający się po kończynach, i zsunąłem tkaninę z jej ramion, czując, jak sunie jak płynna noc po skórze. Zebrała się u jej stóp z miękkim szelestem, zostawiając ją w czarnych koronkowych majtkach, które ledwo powstrzymywały bujny krąg dupci, jej klepsydrowy zarys nagi od pasa w górę, krągłości oświetlone blaskiem lampy. Te średnie piersi, idealnie zaokrąglone, sutki już zesztywniałe w chłodnym powietrzu, proszące o uwagę, ciemne szczyty na gładkiej karmelowej powierzchni unoszącej i opadającej z przyspieszonymi oddechami.

Klęknąłem znowu, tym razem z nabożnością, usta znajdujące spód jednej piersi, wargi rozchylone, by posmakować skóry, ciepłej i lekko słonej, jak aksamit muśnięty słońcem. Sapnęła, wyginając się ku mnie, kucyk muskający mój policzek, gdy odchyliła głowę, jedwabiste pasma łaskoczące jak pieszczota. „Tak, właśnie tak” – wymruczała, wesoła pewność siebie rozkwitająca w śmiałą zachętę, głos zmysłowym mruczeniem wibrującym przeze mnie. Język krążył wokół sutka, wolno i drażniąco, wciągając go w napięty szczyt, podczas gdy ręce wędrowały po bokach, kciuki muskające wcięcie talii, nim rozlały się, by chwycić biodra, palce zapadające w miękką, ale jędrną tkankę. Była aksamitem nad stalą, karmelowa skóra rumieniąca się pod moim czczeniem, różany odcień rozkwitający na klatce, czyniący ją jeszcze bardziej odurzającą.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Niżej, sunąłem pocałunkami po brzuchu, język zanurzający się w pępku, smakujący subtelne wgłębienie, ręce ślizgające się po koronce, palce wciskające się na tyle, by poczuć jej żar promieniujący przez, obietnicę wilgoci dalej. Kołysnęła się ku mnie, miękki jęk uciekający, niski i gardłowy, wypełniający pokój i odbijający się w mojej duszy, ale zagrzałem tam – usta muskające brzeg majtek, oddech gorący na tkaninie, zapach jej podniecenia słaby, ale ciężki, nigdy nie przekraczając tej linii. Jej palce zacisnęły się w moich włosach, ciągnąc mnie w górę do jej ust na zaciekły pocałunek, ciała wciskające się blisko, jej piersi miażdżące moją klatkę, sutki twarde punkty ognia. Niekompletne oddanie zostawiło nas oboje w bólu, jej oczy ciemne obietnicą, gdy szepnęła przy moich ustach: „Jeszcze nie skończyliśmy”, oddech miętowy i ciepły, rozdmuchujący żar mojego pożądania w płomienie.

Pchnięcie Kathleen było delikatne, ale natarczywe, prowadząc mnie z powrotem na olbrzymie łóżko, prześcieradła chłodne na mojej rozgrzanej skórze, ostry kontrast sprawiający, że sykłem cicho. Osadziła się okrakiem na moich biodrach w jednym płynnym ruchu, jej klepsydrowa forma unosząca się nade mną jak bogini żądająca swojego, uda obejmujące moje, jej ciężar pyszny nacisk. Wymacałem prezerwatywę z portfela, nawijając ją drżącymi rękami, podczas gdy patrzyła, ciemnobrązowe oczy wpięte w moje, kucyk kołyszący się lekko, jej wesoły uśmiech przechodzący w drapieżny. „Teraz” – wydyszała, pewna siebie i wesoła nawet w tej surowej podatności, opuszczając się na mnie cal po ekstatycznym calu, rozciągnięcie i poślizg sprawiające, że oboje sapnęliśmy chórem.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Doznanie było przytłaczające – jej ciasne, mokre gorąco otaczające mnie, ścianki zaciskające się, gdy opadła w pełni, aksamitne imadło chwytające i puszczające w rytmicznych pulsach. Z mojej pozycji pode nią była perfekcją: karmelowa skóra lśniąca warstewką potu, średnie piersi podskakujące lekko przy pierwszym niepewnym bujnięciu, sutki wciąż twarde od wcześniejszego czczenia, kołyszące się jak wahadła pokusy. Jej ręce docisnęły moją klatkę dla oparcia, paznokcie wbijające się na tyle, by szczypać, słodki ból wyostrzający każde pchnięcie. Gdy znalazła rytm, wolny na początek, mieląc biodra w kręgach, które wybuchały gwiazdami za moimi powiekami, tarcie budujące piekło, chwyciłem jej uda, czując mięsień napinający się pod dłońmi, potężny i uległy, poganiając ją szepczanymi prośbami. „Boże, Kathleen, czujesz się niesamowicie” – jęknąłem, wbijając się w górę, by ją spotkać, nasze ciała klaskające w pierwotnym rytmie.

Pochyliła się, kucyk opadający na jedno ramię jak ciemna kaskada, usta rozchylone w jęku, który przeszył mnie dreszczami, surowym i niepohamowanym. Tempo rosło, jej ciało falujące jak fale na oceanie, piersi kołyszące się hipnotycznie, muskające moją klatkę przy każdym zejściu. Pot perlił się na skórze, spływając między krągłościami, słone strumyki, które pragnąłem wylizać, i nie mogłem oderwać wzroku od widoku nas złączonych, jej jadącej na mnie z zaciekłym oddaniem, koronka majtek odrzucona na bok, odsłaniająca lśniące połączenie. Jej oddechy przychodziły w sapaniach, oczy mrugające półzamknięte, ale trzymała mój wzrok, gdy mogła, ta wesoła iskra teraz płomień namiętności. Napięcie nawijało się w niej, uda drżące wokół mnie, wewnętrzne mięśnie trzepoczące, aż rozpadła się – głowa odrzucona, kucyk smagający, krzyk wydzierający się z gardła, gdy zacisnęła się wokół mnie, pulsując falami, które pociągnęły mnie za sobą, ekstaza rozrywająca mnie oślepiającymi zrywami. Przejechaliśmy to razem, ona opadająca na moją klatkę, serca waliące w synchronie, śliska skóra ślizgająca się, niekompletne czczenie sprzed chwili teraz skonsumowane w tej unii, zostawiając nas bez tchu i nasyconych, a jednak pragnących więcej.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Leżeliśmy splątani przez to, co wydawało się godzinami, choć to były minuty, jej nagi od pasa w górę tułów rozciągnięty na mnie, czarne koronkowe majtki przekrzywione, tkanina wilgotna i przyklejona. Moje ręce kreśliły leniwe wzory na jej plecach, czując subtelne unoszenie i opadanie oddechów, gdy schodziła z haju, każdy wydech ciepły na mojej szyi, jej zapach – piżmo i jaśmin – otaczający nas. Kathleen podniosła głowę, kucyk teraz potargany, luźne pasma oprawiające twarz jak aureola, i uśmiechnęła się – ten szczery, wesoły grymas rozświetlający twarz, marszczący kąciki ciemnobrązowych oczu. „To było... intensywne” – powiedziała cicho, sunąc palcem po mojej szczęce, dotyk piórkowy, wysyłający wstrząsy wtórne przeze mnie. „Powstrzymywałeś się na planie, co?” Głos z figlarnym zaśpiewem, ale pod spodem ciekawość, podatność przebijająca jej pewność siebie.

Zaśmiałem się, przyciągając ją bliżej, usta muskające czoło, smakujące słoność jej skóry, gest czuły pośród tlącego żaru. „Tylko dlatego, że musiałem. Profesjonalizm i te sprawy”. Ale prawda była taka, że klęknięcie przed nią wcześniej odblokowało coś pierwotnego, głęboką potrzebę jej ubóstwiania, a teraz w poświaty podatność się wkradała, ściskając mi klatkę niewypowiedzianymi lękami o to, co to znaczyło. Wtuliła się w moją klatkę, średnie piersi miękkie przy mnie, sutki wciąż wrażliwe szczyty muskające skórę, jej klepsydrowe krągłości idealnie dopasowane do mojego ciała, jakbyśmy byli wyrzeźbieni dla siebie. Pogadaliśmy wtedy – o sesji, jej ulubionych pozach, które sprawiały, że czuła się potężna, sposobie, w jaki światła łapały jej skórę i sprawiały, że lśniła, śmiech bulgoczący, lekki i prawdziwy, łagodzący intensywność w coś ciepłego i intymnego. Jej chichoty wibrowały przeze mnie, zaraźliwe, odpędzające krawędzie wątpliwości. A pod tym jej dłoń powędrowała niżej, drażniąc brzeg prezerwatywy, palce tańczące lekko, sugerując więcej z celową powolnością. „Nie skończyłeś czcić, prawda?” – wymruczała, oczy błyszczące figlarnie i z odrodzonym ogniem, oddech gorący przy uchu. Powietrze znów zahuło, czułość ustępująca świeżemu głodowi, cisza pokoju wzmacniająca każdy szelest pościeli, każde współdzielone spojrzenie ciężkie od możliwości.

Pierwsze Oddanie Kathleen
Pierwsze Oddanie Kathleen

Jej drażniący dotyk stał się śmiawszy, palce owijające się wokół mnie, sprowadzające z powrotem do pełnej twardości wprawnymi ruchami, uścisk jędrny, a jednak jedwabisty, kciuk krążący po czubku z wkurzającą precyzją. Kathleen zsunęła się po moim ciele, pocałunki ciągnące ogień wzdłuż brzucha, gorące i mokre, zęby muskające na tyle, by mnie wygiąć. Aż jej twarz zawisła nade mną, ciemnoczerwony kucyk opadający do przodu jak kurtyna. Z mojej pozycji jej ciemnobrązowe oczy żarzyły się w górę, pełne nikczemnego zamiaru, wesoła pewność siebie promieniująca. „Moja kolej na oddanie” – szepnęła, wesoła pewność siebie przebijająca, nim wzięła mnie do ust, wargi rozchylone wolno, drażniąco.

Ciepłe, mokre ssanie mnie otuliło, język wirujący wzdłuż spodu z niszczycielską zręcznością, płaski i szeroki, śledzący każdą żyłę. Kołysała głową wolno na początek, wargi rozciągające się wokół mojej grubości, jedna ręka masująca podstawę w synchronie, podczas gdy druga obejmowała niżej, palce masujące delikatnym naciskiem. Jęknąłem, palce wplatające się w kucyk – nie ciągnąc, tylko trzymając, jedwabiste pasma uziemiające mnie, gdy patrzyłem, jak jej klepsydrowa forma klęczy między moimi nogami, karmelowa skóra rumieniona podnieceniem, piersi kołyszące się przy każdym ruchu. Zamruczała, wibracja strzelająca prosto przeze mnie jak prąd, oczy nie odrywające się od moich, prowokujące do utraty kontroli, spojrzenie mieszanką oddania i dominacji. Szybciej teraz, policzki wciągające się przy ssaniu, ślina lśniąca, gdy brała mnie głębiej, dławiąc się cicho, ale idąc dalej, gardło rozluźniające się wokół mnie, oddane mojej rozkoszy.

Budowanie było nieustępliwe, rozkosz nawijająca się ciasno w jądrze, jaja wciągające się pod jej dotykiem. Jej wolna ręka wędrowała po własnym ciele, szczypiąc sutek, skręcając, aż jęknęła wokół mnie, biodra kołyszące się subtelnie, jakby moja przyjemność budziła ją na nowo, majtki wyraźnie przemoknięte. „Kathleen... kurwa” – wychrypiałem, biodra podskakujące mimowolnie, goniące żar jej ust. Podwoiła wysiłki, ssąc mocniej, język smagający czubek przy każdym wzniesieniu, mlaskające dźwięki wypełniające pokój obscenicznie. Orgazm uderzył jak pociąg towarowy – doszedłem z gardłowym jękiem, wylewając się do jej ust, gdy połknęła każdą kroplę, gardło pracujące, wysysając mnie do sucha delikatnymi ssaniami, aż zadrżałem w nadwrażliwości, fale błogości zalewające mnie. Odsunęła się wolno, liżąc usta celowym muśnięciem, zadowolony błysk w oczach, wspinając się, by mnie pocałować miękko, dzieląc smak spełnienia, słony i intymny, jej ciało wciskające się blisko znowu.

Ubieraliśmy się w przyjacielskiej ciszy, apartament teraz pachnący seksem i satysfakcją, ciężka mieszanka przylegająca do skóry i pogniecionych prześcieradeł. Kathleen wślizgnęła się z powrotem w sukienkę koktajlową, zasuwając suwak z kręceniem dupcią, które mnie rozbawiło, tkanina znów opinająca krągłości, kucyk zawiązany gładko sprawnymi skrętami palców. Odwróciła się do mnie, wyraz twarzy przechodzący z poorgazmowego blasku w coś szczerego, ciemnobrązowe oczy przeszukujące moje. „Rafael, to było... Pragnę więcej tego. Więcej oddania, jak dałeś mi dziś. Nie każ mi czekać”. Głos pełen wesołej nadziei, ale podatność czaiła się w ciemnobrązowych oczach, wątpliwości migoczące, jakby bała się, że zniknę, pewna siebie modelka ustępująca kobiecie pod spodem.

Kiwnąłem głową, przyciągając ją w objęcia, czując jej klepsydrę wciskającą się po raz ostatni, miękką i ciepłą, jej bicie serca uspokajające się przy moim. „Wkrótce” – obiecałem, słowo ciężkie od zamiaru, ramiona zwlekające wokół talii, wciągając jej zapach po raz ostatni. Ale telefon zabzyczał – pilne połączenie ze studia, przenikliwy ton rozbijający moment jak szkło. Praca wyrwała mnie gwałtownie, drzwi zamykające się za mną, zanim mogłem powiedzieć więcej, kliknięcie odbijające się pusto. Jadąc windą w dół, jej słowa dudniły, budząc moje własne niepokoje, supeł w brzuchu. Czy dałem jej dość? Czy to pierwsze oddanie było tylko iskrą czegoś głębszego, bardziej pochłaniającego, ognia, który zażąda wszystkiego? Z powrotem w apartamencie, sama teraz, Kathleen wpatrywała się w drzwi, palce dotykające ust, gdzie moje pocałunki zaległy, miękki westchnienie uciekające, gdy zastanawiała się, czy wrócę klęknąć znowu, jej odbicie w oknie pokazujące kobietę rozjaśnioną możliwościami, a jednak dotkniętą tęsknotą.

Często Zadawane Pytania

Co dzieje się w Pierwsze Oddanie Kathleen?

Rafael klęka przed Kathleen w hotelu, czci jej ciało pocałunkami, potem uprawiają seks z jazdą i oralem, kończąc wspólnymi orgazmami.

Jakie są explicit sceny w historii?

Pełne opisy klęczenia, ssania sutków, jazdy na kutasie z prezerwatywą, głębokiego oralu z połykaniem i orgazmów.

Czy historia ma kontynuację?

Kończy się obietnicą więcej oddania, z napięciem na przyszłe spotkania po rozstaniu przez pracę. ]

Wyświetlenia76K
Polubienia30K
Udostępnij37K
Ciche Ołtarze Poddania Kathleen

Kathleen Torres

Modelka

Inne Historie z tej Serii