Mściwy Orgazm Delfiny z Rozbitych Więzów
Zemsta rozgorzeje w magazynie cieni, gdzie uwodzenie zrywa wszelkie kajdany.
Delfina: Skute Płomienie Bezlitosnej Ekstazy
ODCINEK 6
Inne Historie z tej Serii


Stałem w słabo oświetlonej, jaskiniowej przestrzeni opuszczonego magazynu na obrzeżach Buenos Aires, powietrze gęste od metalicznego zapachu rdzy i zgnilizny. Cząstki kurzu tańczyły w słabych smugach księżycowego światła przebijających przez popękane świetliki wysoko nad głową, rzucając wydłużone cienie na popękany betonowy podłogę zasłaną zapomnianymi skrzyniami i zardzewiałymi maszynami. Miejsce śmierdziało zaniedbaniem, idealny grobowiec dla sekretów i grzechów. Delfina García poruszała się jak drapieżnik w mroku, jej czarne jak smoła, potargane fale opadały długie na ramiona, oprawiając jej owalną twarz z miodową skórą, która słabo lśniła w skąpym świetle. W wieku 22 lat ta argentyńska zadziora była szczupła i gibka przy wzroście 5'6", jej średnie cycki subtelnie rysowały się pod obcisłą czarną koszulką tank top, która przylegała do jej atletycznej, smukłej sylwetki, w parze z niskimi jeansami opinającymi wąską talię i biodra. Jej czekoladowobrązowe oczy płonęły intensywnością, która przyspieszała mi puls – intensywną, namiętną, nie do złamania.
Znałem Delfinę od miesięcy, odkąd wciągnęła mnie w swoją misję zemsty na Victorze Kane, obleśnym szefie gangu, który zaaranżował śmierć jej brata w spieprzonej transakcji narkotykowej. Mateo Vargas – to ja – były oprych zamieniony w niechętnego sojusznika, moje szerokie ramiona napięte pod skórzaną kurtką, poorane bliznami dłonie zaciśnięte po bokach. Miała ten sposób, by wciągnąć cię, jej obecność elektryzująca, obiecująca i niebezpieczeństwo, i pożądanie. Dziś była konfrontacja; zwabiliśmy Kane'a tu szeptami o wielkim interesie. Ale gdy krążyła, biodra kołyszące się z celową gracją, wyczułem zmianę. To nie była tylko zemsta; to coś pierwotnego, uwodzenie splątane z furią. Jej usta wygięły się w niebezpieczny uśmiech, oczy wbijające się w cienie, gdzie miał wyłonić się Kane. Serce waliło mi jak młot – nie tylko od ryzyka zasadzki, ale od zakazanego żaru budującego się między nami. Namiętność Delfiny była burzą, a ja tkwiłem w jej oku, zastanawiając się, czy rozbijemy kajdany czy wykujemy nowe w ekstazie. Magazyn echoł naszym płytkim oddechami, napięcie skręcone ciasno jak sprężyna gotowa pęknąć.
Ciężkie metalowe drzwi zaskrzypiały otworem, a Victor Kane wślizgnął się jak szczur, jakim był, jego zaczesane do tyłu włosy lśniły w słabym świetle, złote łańcuchy dyndały nad rozchełstaną koszulą. Był cały na szpan, średni szczebel królestwa z brzuchem napierającym na pasek, oczy zwężone, gdy padły na Delfinę. „Siostra Garcii” – prychnął, głos ociekający fałszywą brawurą. „Przyłaź po jałmużnę? Twój brat mi był winien.” Schowałem się za stertą skrzyń, oddech równy, pistolet wetknięty w pasek, obserwując każdy jej ruch.


Delfina wystąpiła naprzód, jej potargane fale kołyszące się, czekoladowobrązowe oczy wbijające się w jego z nieugiętym ogniem. „Winien ci? Ufał ci, Kane. Ty go wystawiłeś – wepchnąłeś w ten deal, wiedząc, że się wywróci.” Jej głos był niski, jadowity, ale z zmysłową nutą, która nawet moją skórę przeszyła dreszczem. Krążyła wokół niego wolno, jej smukła sylwetka promieniująca mocą, obcisła koszulka tank top podciągnięta lekko, odsłaniając pasek miodowej skóry na talii. Kane zachichotał, ale widziałem błysk niepokoju w jego oczach. „Dowody, kurwo? Czy tylko łzy?”
Zacisnąłem pięści, wspomnienia napływające – Delfina zwierzała mi się późnymi nocami przy tanim winie, jej łzy zamieniające się w wściekłość, jej dłoń na moim udzie, gdy przysięgała sprawiedliwość. Planowaliśmy to: zwabić go, obnażyć, puścić Ruiza i gliny, by wparowali. Ale improwizowała, jej namiętność rozpalająca coś niebezpiecznego. „Dowody?” – szepnęła, zbliżając się, palce muskające lekko jego klatkę. „Zmuszę cię do wyznania.” Brawura Kane'a pękła; chwycił jej nadgarstek, ale wywinęła się z gibką gracją, wciskając się w niego. Zazdrość we mnie zapłonęła – gorąca, possessywna – a jednocześnie podniecenie, patrząc, jak gra w tę grę. Powietrze w magazynie zgęstniało, naładowane napięciem, odległe kapanie echojące jak odliczanie.
„Opowiedz o Javiarze” – zażądała, jej oddech gorący na jego karku, ciało wygięte na tyle, by drażnić. Kane zawahał się, pot spływający po czole. „Podkradał towar... musiał odejść.” Wyznanie zawisło, potępiające. Oczy Delfiny spotkały moje przez cienie, cichy sygnał. Mój chuj drgnął mimowolnie; jej intensywność była odurzająca. Odepchnęła go na skrzynię, wspinając się na niego, siadając okrakiem na kolanach. „Wszystko, Kane. Albo cierp.” Jego łapy żądnie powędrowały po jej biodrach, ale ona kontrolowała, subtelnie ocierając się, wyciągając słowa. „Dobra... rozkazy gangu. Posprzątać.” Zwycięstwo błysnęło w jej oczach, ale i głód. Wyszedłem wtedy, z pistoletem uniesionym. „Dość gadania.” Twarz Kane'a pobladła. Delfina uśmiechnęła się do mnie złośliwie. „Mateo... dołącz do mnie. Niech zapłaci.” Powietrze trzeszczało; zemsta przekształcała się w coś surowego, wspólnego.


Dłonie Delfiny rozerwały koszulę Kane'a, guziki rozsypały się po betonie, jej paznokcie drapiące jego klatkę, gdy się nachyliła, usta muskające ucho. „Poczuj moją wściekłość, Victorze” – syknęła, jej ciało falujące na nim. Schowałem pistolet, niepowstrzymanie przyciągany, moje oczy pożerające ją – sposób, w jaki tank top napinał się na jej średnich cyckach, sutki twardniejące widocznie przez materiał. Zerknęła na mnie, czekoladowobrązowe oczy żarzące się. „Mateo, przytrzymaj go.” Puls walił mi jak młot, gdy chwyciłem ramiona Kane'a, przyciskając je za skrzynią, jego szarpanina bezskuteczna wobec mojej siły.
Zwiała z siebie tank top wolno, odsłaniając nagą górę – miodowa skóra nieskazitelna, średnie cycki idealne, sutki ciemne i sterczące w chłodnym powietrzu. Westchnienie wyrwało się Kane'owi, odbite moim własnym ostrym wdechem. Smukłe ciało Delfiny wygięło się, długie potargane fale opadające na plecy, gdy ujęła swoje cycki, kciuki krążące po szczytach, jęcząc cicho: „Mmm, tak...” Dźwięk był aksamitnym ogniem, posyłającym żar prosto do mojego krocza. Ocierała biodra w jeansach o jego krocze, czując, jak rośnie mu wzwód, ale jej oczy były na mnie, drażniące, zapraszające. „Dotknij mnie, Mateo.”
Puściłem jedno ramię Kane'a na tyle, by dosięgnąć jej, moja szorstka dłoń sunąca po płaskim brzuchu do cycka, ściskając miękki pagórek, kciuk szarpujący sutek. Sapnęła: „Ach, mocniej”, głowa odrzucona do tyłu, fale opadające. Jej skóra była jedwabiem pod moimi odciskami, ciepła i uległa. Kane patrzył zahipnotyzowany, jego wolna łapa macała jej udo. Delfina zaśmiała się dysząc: „Marzysz”, odtrącając ją, potem rozpinając jeansy, zsuwając je, odsłaniając koronkowe majtki opinające krągłości. Usiadła na Kane znowu okrakiem, majtki wilgotne, ocierając się o jego wybrzuszenie, podczas gdy ugniatałem jej drugi cycek, szczypiąc, aż pisnęła: „Ooo, Mateo...”


Napięcie skręciło się nie do zniesienia; jej namiętność była narkotykiem. Nachyliła się, całując mnie dziko, język wdzierający się, jęcząc w moje usta, gdy jej dłoń wsunęła się w spodnie Kane'a, masując go szorstko. „Wyznaj więcej” – zażądała między pocałunkami. Moja wolna dłoń zanurzyła się między jej uda, palce wciskające wilgotne majtki, krążące po łechtaczce przez koronkę. Szarpnęła się, jęcząc głośniej: „Tak, tam... mmmph.” Gra wstępna była zemstą wcieloną, jej ciało drżące na krawędzi, wciągające nas głębiej w chaos.
1dziewczyna, 1chłopak, naga od pasa w górę dziewczyna, pokazuje cycki i sutki, patrzy prosto w kamerę, 22-letnia Argentyńska dziewczyna, (czarne jak smoła włosy), potargane fale długich włosów w nieładzie, czekoladowobrązowe oczy, miodowa skóra, owalna twarz, wąska talia, smukłe ciało, 5'6", średnie cycki sutki sterczące, w (opuszczonym magazynie ze słabym światłem księżyca:1.25), {styl kinowy}
Oczy Delfiny wbiły się w moje – prosto w duszę – gdy zsunęła spodnie Kane'a, jego żałosny chuj wyskoczył. Ale to mnie chciała najpierw. „Mateo, pieprz mnie, niech patrzy” – rozkazała, głos chrapliwy z potrzeby. Nie mogłem się oprzeć; moje jeansy spadły na podłogę, gruby trzon pulsujący, gdy ustawiłem się za nią. Pochyliła się lekko, wciąż okrakiem na kolanach Kane'a, koronkowe majtki odsunięte na bok, odsłaniając błyszczącą cipkę. Chwyciłem jej wąską talię, miodowa skóra gorąca jak gorączka pod moimi dłońmi, i wbiłem się głęboko.
„Aaaah!” – krzyknęła Delfina, jej ścianki zaciskające się wokół mnie jak aksamitny ogień, ciasne i mokre. Jej średnie cycki podskakiwały od uderzenia, sutki sztywne, kołyszące się hipnotycznie, gdy waliłem mocniej. Spojrzała przez ramię – nie, prosto na mnie, jakby kamera mojego wzroku łapała każdy dreszcz. „Głębiej, Mateo... spraw, żebym zapomniała ból” – jęknęła, odpychając się, jej smukła dupa klaskająca o moje biodra. Każde pchnięcie wstrząsało nią, jej czekoladowobrązowe oczy szkliste z rozkoszy, potargane fale smagające. Kane jęknął pod spodem, jego chuj ocierający się bezskutecznie o jej udo, ale ignorowała go, skupiona na nas.


Przesunąłem ją, ciągnąc do pionu na moją klatkę, jedno ramię opasujące talię, drugie miażdżące cycek, szczypiące sutek, aż zawyła: „O boże, tak! Mmmph!” Jej cipka spazmowała, dojąc mnie rytmicznie, gdy waliłem w górę, magazyn echoł jej zróżnicowanymi jękami – ostrymi sapnięciami, niskimi skowytami, dyszącymi błaganiami. Pot spływał po naszych ciałach; jej wewnętrzny żar narastał, uda drżące. „Jestem blisko... nie przestawaj” – błagała, kręcąc biodrami. Poczułem jej orgazm narastający – ciało napięte, ścianki trzepoczące dziko – potem eksplodujący. „Aaaah! Kurwa!” – wrzasnęła, soki zalewające, ale dalej waliłem przez to, przedłużając ekstazę.
Zmiana pozycji: obróciłem ją twarzą do mnie, nogi owijające moją talię, gdy przycisnąłem ją do skrzyni, Kane zapomniany na dole. Jej cycki wciskały się w moją klatkę, sutki skrobiące rozkosznie. Pożarłem jej usta, języki walczące chaotycznie, wbijając się znowu do domu. „Jesteś moja” – warknąłem, jej paznokcie drapiące plecy. Kolejny orgazm rozerwał ją w pół pchnięcia: „Mateooo! Tak!” Jej smukła sylwetka zadrżała gwałtownie, jęki rozpadające się na szlochy rozkoszy. Powstrzymywałem się, delektując jej rozkładem – zemsta napędzała pożądanie, kajdany rozbite w spoconą błogość. Ale nie skończyła; jej oczy obiecywały więcej.
Osunęliśmy się w splątaniu na skrzynię, głowa Delfiny na moim ramieniu, jej długie potargane fale wilgotne od potu, przyklejające się do mojej skóry. Kane dyszał na dole, oszołomiony, chuj więdnący. Podniosła twarz, czekoladowobrązowe oczy miękkie teraz, wrażliwość przebijająca przez ogień. „Mateo... to było... dziękuję” – szepnęła, palce kreślące moją szczękę czule. Ująłem jej policzek, kciuk muskający pełne usta. „Odmściłaś go, Delfino. Jesteśmy wolni.”
Uśmiechnęła się blado, przyciskając delikatny pocałunek do moich ust, bez żaru tym razem – tylko połączenie. „Jeszcze nie. Kane to nie koniec; podał nazwiska. Ale z tobą... czuję się znów żywa.” Jej dłoń splotła się z moją, smukłe palce mocne. Wymieniliśmy cichy śmiech, chłód magazynu zapomniany w naszym cieple. „Nigdy nie myślałam, że zemsta będzie taka dobra” – mruknęła, wtulając się w moją szyję. Przytuliłem ją blisko, serce puchnące – poza pożądaniem, to więź wykuta w ogniu. „Cokolwiek dalej, jestem z tobą.”


Kane poruszył się, mamrocząc wyznania, ale zignorowaliśmy go, zatopieni w chwili. Jej namiętność wciągnęła mnie całkowicie; teraz czuła, przypieczętowała nas.
1dziewczyna, 1chłopak, ona ssie kutasa mężczyźnie z POV mężczyzny, 22-letnia Argentyńska dziewczyna, (czarne jak smoła włosy), potargane fale długich włosów opadające do przodu, czekoladowobrązowe oczy, miodowa skóra, owalna twarz, wąska talia, smukłe ciało, 5'6", średnie cycki idealnie uformowane, w (opuszczonym magazynie słabe światło:1.25), {styl kinowy}
Delfina zsunęła się po moim ciele, oczy wbite w moje z dołu – czysta męska POV rozkosz – gdy rozchyliła usta, język liżący mój czubek drażniąco. „Twoja kolej” – zamruczała, potem połknęła mnie, gorąca buzia rozciągająca się wokół mojej grubości. „Kurwaaa” – jęknąłem, dłonie w jej czarnych jak smoła falach, prowadząc delikatnie. Jej policzki zapadły się, ssąc głęboko, język wirujący po spodzie, jęki wibrujące „Mmm-hmm” wokół mnie. Kane patrzył z zazdrością, ale she głęboko połknęła mnie całego, nos do moich włosów łonowych, dławiąc się cicho, ale natarczywie.
Poruszała głową rytmicznie, ślina kapiąca, cycki podskakujące przy każdym pchnięciu – średnie pagórki kołyszące się, sutki sterczące. „Patrz na mnie” – sapnęła, wysuwając się, by pogłaskać ślisko, oczy łzawiące, ale dzikie. Potem z powrotem w dół, mrucząca rozkosz, jedna dłoń na moich jajach, masująca je czule. Rozkosz skręciła się ciasno; jej namiętność nieustępliwa. Pchałem płytko w jej gardło, jej jęki eskalujące – „Glurk... mmmph!” – zróżnicowane, gardłowe i chciwe. Doprowadziła mnie do krawędzi mistrzowsko, zwalniając, gdy napinałem się, szepcząc: „Jeszcze nie...”


Kane próbował się czołgać bliżej; rzuciła mu mordercze spojrzenie, potem pociągnęła mnie ku niemu, ustawiając tak, że okrakiem na jego klatce, jej buzia odzyskująca mnie, podczas gdy drwiła z niego. „Skosztuj sprawiedliwości” – wymamrotała wokół mojego kutasa, dłoń szarpiąca jego szorstko teraz, synchronizując ruchy. Podwójna męka-ekstaza; biodra mi podskoczyły, pieprząc jej twarz, gdy jęczała głośniej: „Tak, spuść się!” Orgazm budował się niepowstrzymanie – jej ssanie boskie, oczy błagające w górę. Wybuchnąłem, strumienie zalewające jej gardło; połknęła chciwie: „Mmm, tak!” dojąc każdą kroplę, usta mlaskające.
Ale nie nasyciła się; wstając, pchnęła mnie w dół, siadając odwrotnie, cipka połykająca mnie znowu. „Jeszcze jeden” – zażądała, jadąc ostro, dupa podskakująca, fale latające. Cycki z widoku z tyłu, ale głowa odwrócona, wyraz ekstazy. Orgazm trafił ją pierwszy – „Aaaaa! Mateo!” – potem mój, wypełniając ją głęboko. Zemsta kompletna w drżącym uwolnieniu.
Rozplątaliśmy się, Delfina promienna, wciągająca tank top byle jak. Kane leżał złamany, wylewając ostatnie sekrety – „Ruiz wie... większy boss.” Syreny zawyły zdala; nasz sygnał. Pocałowała mnie dziko. „Udało się.” Ale gdy Ruiz wparował z glinami, kajdankując Kane'a, wyszczerzył się do Delfiny: „Zabójcą twojego brata byłem ja... ale cień kartelu wisi większy.”
Jej oczy rozszerzyły się; kajdany rozbite, ale nowe się sformowały. Przyciągnąłem ją blisko. „Razem?” Skinęła głową, namiętność rozpalona na nowo. Jaki cień nas teraz poluje?
Często Zadawane Pytania
Jaka jest główna fabuła historii Delfiny?
Delfina mści się na Victorze Kane za śmierć brata, uwodząc go w magazynie, by wyciągnąć wyznanie, po czym pieprzy Mateo w dzikim seksie.
Jakie akty seksualne występują w opowiadaniu?
Penetracja od tyłu i na stojąco, głęboki oral z POV, grinding, pieszczoty cycków i łechtaczki – wszystko surowe i explicit.
Czy historia ma szczęśliwe zakończenie?
Zemsta udana, ale twist z Ruizem i kartelowym cieniem sugeruje nowe zagrożenie; Delfina i Mateo łączą się w namiętności.





