Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Mrugnięcie rywalki przez ryczący stadion rozpaliło niebezpieczny, nieodparty głód.

S

Skręty Irene w przerwie krępują rywalne płomienie

ODCINEK 1

Inne Historie z tej Serii

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
1

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Próba taneczna Irene łapie Ji-hoona w sidła
2

Próba taneczna Irene łapie Ji-hoona w sidła

Irene czuje szept Ji-hoona na przerwie
3

Irene czuje szept Ji-hoona na przerwie

Irene Ulega Pochwale Ji-hoona z Boiska
4

Irene Ulega Pochwale Ji-hoona z Boiska

Irene Ryzykuje Uwielbienie Szatni Ji-hoona
5

Irene Ryzykuje Uwielbienie Szatni Ji-hoona

Irene Zawłaszcza Ji-hoonowi Ostateczny Blask
6

Irene Zawłaszcza Ji-hoonowi Ostateczny Blask

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Stadion pulsował rykiem dwudziestu tysięcy kibiców, grzmotliwą falą, która wibrowała w moich kościach, powietrze gęste od zapachu popcornu, potu i napięcia, gdy mecz K League wisiał na włosku. Każdy okrzyk czuł się jak fizyczna siła, wciskająca się w moją skórę, podkręcająca elektryczne napięcie, które trzaskało w zalanym światłem arenie. Byłem Ji-hoon Park, akrobat z drużyny rywali, koziołkujący w powietrzu z precyzją pasującą do adrenaliny szalejącej jak pożar w moich żyłach, każdy skręt i salto to bunt przeciw grawitacji, wyćwiczony latami nieustępliwego treningu. Moje mięśnie paliły słodkim bólem wysiłku, serce waliło w rytm chantów tłumu, każde lądowanie wysyłało wstrząsy w górę nóg, gdy lustrowałem boisko w poszukiwaniu następnej komendy. Ale wtedy ją zobaczyłem — Irene Kwon, gwiazdę występów drużyny gospodarzy, jej obecność przecinająca chaos jak latarnia. Jej kasztanowe włosy łapały światła reflektorów w lśniące fale, pasma błyszczące jak wypolerowana miedź, gdy wykonywała swoje firmowe salta, ciało skręcające się w idealnych łukach, mówiących o nieludzkiej kontroli i surowej mocy, jej atletyczna smukła sylwetka lądująca z gracją cheerleaderki, która wyrywała westchnienia z trybun. Widziałem napięte linie jej mięśni napinających się pod jasną skórą, sposób, w jaki jej długie nogi pchały ją w niebo, wąska talia obracająca się z bezwysiłkową elegancją. Nasze oczy spotkały się w środku obrotu, czas pękł w tej chwili, jej ciemnobrązowe oczy trzymały moje z intensywnością, która zwęziła świat do nas dwojga. Trzymała mój wzrok, ten figlarny błysk w jej ciemnobrązowych oczach rzucał mi wyzwanie, milczące prowokowanie, które rozpaliło coś pierwotnego głęboko w mojej klatce, jej pełne usta wygięły się lekko, jakby wiedziała, jaki ma efekt. Mój puls dudnił głośniej niż tłum, fala gorąca zalała mnie, gdy wyobrażałem sobie siłę w tych kończynach, ogień za tą wesołą fasadą. Odwzajemniłem jej ruch, dodając mrugnięcie, które przebiło chaos między nami, moje ciało wykonało salto z ekstra finezją, mrugnięcie to śmiała kropka, która przewróciła mi żołądek mocniej niż jakikolwiek lot. Coś elektrycznego przeszło, niewypowiedziana obietnica pośród szaleństwa, prąd brzęczący między naszymi rywalizującymi stronami, mrowiący po mojej skórze jak statyka przed burzą. Wiedziałem wtedy, to nie była tylko rywalizacja — mój umysł pędził z wizjami jej ciała przy moim, zderzeniem naszych energii poza boiskiem. To był początek czegoś, co pochłonie nas oboje, głodu, który już drapał w moich trzewiach, obiecując noce splątanych kończyn i zdyszanych wyzwań daleko poza światłami stadionu.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Mecz szalał dalej, piłka śmigała po boisku pośród wrzasków i sprintów, ale mój fokus pękał za każdym razem, gdy Irene wchodziła na boisko, jej każde pojawienie ciągnęło mnie z akcji jak magnes. Jej energia była zaraźliwa — wesołe salta, które wprawiały tłum w szał, jej długie kasztanowe włosy w pół-upiętym kokardkowym kucyku smagały jak sztandar buntu, łapiąc światło w ogniste smugi, które odbierały mi oddech. Była czystym ruchem, 5'6" atletycznej smukłej mocy, jasna skóra lśniąca pod ostrym światłem stadionu z połyskiem wysiłku, ciemnobrązowe oczy skanujące trybuny z figlarnym ogniem, który zdawał się szukać mnie za każdym razem. Czułem to w brzuchu, ten magnetyczny pociąg, zastanawiając się, czy ona czuje ten sam niespokojny dreszcz płynący przeze mnie. Nie mogłem się oprzeć. Z strony rywali, wystartowałem w swoją rutynę, dopasowując jej potrójne salto moim własnym, nasze ciała synchronizujące się przez podział w tańcu, którego ani tłum, ani koledzy z drużyny nie zauważyli, ale to czuło się jak najbardziej intymny występ. Kibice nie zauważyli, ale ona tak, jej lądowanie solidne i triumfalne. Jej usta wygięły się w uśmiech, gdy lądowała, zauważając mój przebijający uśmiech — ten, który zawsze rozbrajał przeciwników, teraz skierowany tylko na nią z żarem, który zaskoczył nawet mnie. Mrugnąłem znowu, trzymając jej spojrzenie, aż gwizdek sędziego nas rozdzielił, dźwięk ostry i natarczywy, przerywający czar, ale zostawiający ból w jego śladzie.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Po meczu strefa prasowa roiła się jak ul, reporterzy bzyczeli pytaniami, mikrofony wbijane jak włócznie, błyski strzelające w staccato, zostawiające plamki tańczące w moim polu widzenia. Przepychałem się, spocony podkoszulek klejący się do klatki, wilgotna tkanina obrysowująca każdy grzbiet mięśni, wciąż brzęczący po haju meczu, skóra mrowiąca resztkową adrenaliną. Tam była ona, otoczona reporterami, odpowiadająca z tą energiczną modulacją, jej głos niosący się nad zgiełkiem jak melodia, jej uniform cheerleaderki opinający średni biust i wąską talię w sposób, który sprowadzał moje myśli na niebezpieczne tory. Nasze oczy spotkały się ponad tłumem, wstrząs prosto do mojego rdzenia. Przechyliła głowę, figlarne wyzwanie w wyrazie twarzy, jej jasne policzki zarumienione od wysiłku, pasmo kasztanowych włosów uciekające z koka, oprawiające twarz. Pchnąłem bliżej, powietrze gęste od krzyczanych pytań i metalicznego zapachu sprzętu foto. „Świetne salta tam na boisku”, powiedziałem, głos niski tylko dla niej, zachrypnięty po meczu. Zaśmiała się, dźwięk jak słońce przebijające chmury, jasny i bez filtra, rozgrzewający mnie mimo stygnącego potu. „Twoje też nie były złe, Ji-hoon. Prawie tak dobre jak moje.” Jej palce otarły moje ramię przypadkiem — albo nie — gdy się przesunęła, lekkie muśnięcie rozniecające iskry w górę ramienia, jej skóra miękka, ale z odciskami od drążków i poręczy. Bliskość była torturą, jej zapach — wanilia i pot — mieszający się z elektrycznym brzęczeniem stadionu, odurzający i ciężki, wirujący mi w głowie. Nachyliłem się, niepowstrzymanie przyciągany. „Prawie? Zobaczmy, czy nadążysz poza boiskiem.” Jej ciemnobrązowe oczy zalśniły, puls widoczny na gardle, przyspieszający jak mój. Tłum wepchnął nas bliżej, ciała dotykające się w chaosie, jej biodro o moje wysyłające napięcie zwijające się jak sprężyna, każde przypadkowe otarcie podsycające ogień budujący się między nami, mój umysł już pędzący do skradzionych chwil z dala od ciekawskich oczu.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Scrum prasowy przerzedził się, reporterzy odpływali ze swoimi cytatami, ale żadne z nas nie ruszyło się, przestrzeń między nami naładowana niewypowiedzianym zamiarem. Figlarna energia Irene przyciągała mnie jak grawitacja, jej ciemnobrązowe oczy blokujące moje z tym wesołym błyskiem, który sprawiał, że moja krew brzęczała. „Idź ze mną”, mruknąłem, kiwając na boczny korytarz z dala od świateł, głos ochrypły od potrzeby dudniącej we mnie. Zawahała się, potem skinęła głową, jej wesoły uśmiech przechodzący w figlarny, błysk podniecenia przebiegający po jej jasnych rysach, gdy rozejrzała się. Wślizgnęliśmy się przez drzwi serwisowe do słabo oświetlonego korytarza stadionu, odległy ryk cichnący do ech odbitych od betonu jak słabnące bicie serca, powietrze chłodniejsze tu, pachnące pyłem betonowym i słabymi echami stoisk z żarciem. Moje serce waliło, gdy przyparłem ją do chłodnej betonowej ściany, chłód przenikający przez uniform do jej skóry, nasze oddechy mieszające się w widocznych chmurkach, gorące i urywane. „Perfekcyjnie mnie naśladowałaś”, szepnęła, palce kreślące moją szczękę muśnięciami lekkimi jak piórko, wysyłające dreszcze w dół kręgosłupa, jej dotyk drażniący i czczący.

Jej krótki top zszedł w płynnym ruchu, odsłaniając jasną skórę tułowia, gładką i słabo lśniącą w słabym świetle, średnie piersi idealne w swojej atletycznej krzywiznie, sutki twardniejące w chłodnym powietrzu do ciasnych czubków, błagających o uwagę. Objąłem je delikatnie, kciuki krążące wolno, czując wagę i ciepło, wyrywając cichy wdech z jej ust, który odbił się echem w pustym korytarzu. Wygięła się w mój dotyk, ciemnobrązowe oczy półprzymknięte z pożądaniem, kasztanowe włosy rozluźniające się z koka, pasma opadające swobodnie jak kaskada jesiennych liści. Moje usta podążyły, wargi muskające obojczyk długimi pocałunkami, potem niżej, smakujące słoność jej skóry zmieszaną z tą waniliową nutą, jej puls trzepoczący dziko pod moim językiem. Jej ręce wędrowały po mojej klatce, paznokcie lekko drapiące skórę, szarpiące koszulkę, aż dołączyła do jej na podłodze w zgniecionym stosie. Przywarliśmy do siebie, ciepło budujące się jak burza, jej wąska talia pasująca do mnie, jakby była do tego stworzona, tarcie jej ciała o moje rozniecające każdy nerw. „Ji-hoon”, wysapała, figlarny ton przesiąknięty potrzebą, palce zanurzające się niżej, by drażnić pasek, jej dotyk śmiały i badawczy. Cienie korytarza otuliły nas, napięcie gęste jak jej figlarne przygryzienia szyi wysyłające ogień przez moje żyły, ostre małe ugryzienia, które wydobyły niski jęk z mojego gardła. Była energią uwolnioną, ciało reagujące z wesołym porzuceniem, każdy dotyk to salto w głębszą intymność, jej miękkie westchnienia i sposób, w jaki biodra tarła o mnie, malujące żywe obrazy w mojej głowie tego, co nadejdzie, moje własne podniecenie naprężające się boleśnie, gdy walczyłem, by delektować się powolnym budowaniem.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Oczy Irene zablokowały moje, ten wesoły błysk rozpalający się w śmiały głód, jej ciemnobrązowe spojrzenie żarzące się obietnicą, która osłabiła mi kolana. Opuściła się na kolana z gracją gimnastyczki, jasne ręce pewne, gdy uwolniła mnie z spodni, palce zręczne i niespieszne, muskające moją skórę celową powolnością, która wyostrzała każde doznanie. Widok jej tam, kasztanowe włosy potargane w dzikie fale, ciemnobrązowe spojrzenie w górę i przebijające, prawie mnie załatwił, jej pełne usta lekko rozchylone, oddech w miękkich sapaniach odzwierciedlających moje galopujące serce. Rozchyliła usta, ciepły oddech muskający moją długość, zanim wzięła mnie do ust, powoli na początek, język wirujący z figlarną wprawą, wysyłający wstrząsy rozkoszy na zewnątrz. Jęknąłem, palce wplatające się w jej długie włosy, pół-upięty kok teraz luźna kaskada na ramionach, jedwabiste pasma ślizgające się przez mój chwyt jak woda. Doznanie było wyrafinowane — mokre ciepło otaczające mnie całkowicie, jej atletyczna smukła sylwetka klęcząca w pozie, średnie piersi muskające moje uda przy każdym ruchu, miękkie i ciepłe na skórze.

Poruszała się z energią, ssąc głębiej, policzki wciągające się, gdy kiwała głową z rytmiczną precyzją, jedna ręka masująca to, czego usta nie sięgały, delikatnie skręcająca w sposób, który wybuchał gwiazdami za moimi powiekami. Wolna ręka ścisnęła moje biodro, paznokcie wbijające się w rytm, popędzające mnie natarczywym naciskiem pasującym do budującego się bólu w moim rdzeniu. Patrzyłem zahipnotyzowany, jak mruczy wokół mnie, wibracje wysyłające wstrząsy w górę kręgosłupa, gardło rozluźniające się, by wziąć więcej, oczy lekko łzawiące, ale nigdy nie przerywające kontaktu. „Boże, Irene”, wychrypiałem, biodra delikatnie kołyszące się w jej witające usta, mokre dźwięki jej starań wypełniające korytarz jak prywatna symfonia. Spotkała moje oczy, figlarne mrugnięcie pośród intensywności, ssąc mocniej, język wciskający się w spód z płaskimi, mocnymi pociągnięciami, które zmusiły mnie do zaciskania szczęki. Słabe światło korytarza rzucało cienie na jej jasną skórę, pot perliący się na wąskiej talii, spływający strużkami, które pragnąłem śledzić. Napięcie zwijało się we mnie, jej wesołe porzucenie pchało mnie bliżej, każdy wir i pociągnięcie napinało mnie mocniej. Poczciła to, podwajając wysiłki, usta ciasne i nieustępliwe, ręka skręcająca w idealnej synchronizacji z pogrążeniem ust. Rozpędzała się jak crescendo, jej jęki stłumione, ale chciwe, wibrujące przeze mnie, gdy popędzała mnie chcianymi przełykami. Gdy doszedłem, wzięła wszystko, połykając z zadowoloną wibracją dudniącą głęboko, liżąc czysto leniwymi muśnięciami, zanim wstała, usta spuchnięte i lśniące, szczerząc triumfalny figlarny uśmiech. Staliśmy dysząc, jej nagie od pasa w górę ciało przyciśnięte do mnie, posmak jej śmiałości wiszący w powietrzu, moje ciało wciąż brzęczące od wstrząsów, umysł wirujący od intensywności jej niepohamowanej namiętności.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Wzięliśmy oddech w cichej zadyszce, cisza korytarza wzmacniająca nasze zwalniające sapania, jej ciało wciąż brzęczące energią, która promieniowała na mnie jak ciepło z płomienia. Irene oparła się o mnie, naga od pasa w górę i bezwstydna, średnie piersi unoszące się przy każdym śmiechu, miękkie krzywizny wciskające się w moją klatkę z pocieszającą wagą. „To był dopiero rozgrzewka”, drażniła się, głos wesoły i lekki, palce kreślące leniwe kółka na mojej klatce, paznokcie muskające skórę w wzorach wysyłających leniwe iskry. Przyciągnąłem ją blisko, całując głęboko, nasze usta stapiane w powolnej eksploracji, smakując siebie na jej wargach — surowa intymność, która związała nas głębiej, słony i piżmowy zmieszany z jej słodyczą. Jej jasna skóra zarumieniona różem na policzkach i klatce, ciemnobrązowe oczy miękkie teraz, podatność przebijająca figlarność jak słońce przez chmury, sprawiając, że moje serce skręciło się niespodziewanie.

„Jesteś kłopotem, Ji-hoon”, mruknęła, ale jej atletyczna smukła sylwetka stopiła się z moją, kończyny splatające się, jakby zawsze tak pasowały. Podwinąłem jej spódnicę, ręce badające gorąco między udami, palce muskające wilgotną tkaninę, która wyrywała jej westchnienie, ale zatrzymała mnie uśmiechem, jej dłoń nakrywająca moją delikatnie. „Jeszcze nie. Powiedz, dlaczego mrugnąłeś.” Osunęliśmy się na pobliskie maty podłogowe, wyściółka miękka pod nami, jej głowa na moim ramieniu, kasztanowe włosy rozlewające się jak jedwab po mojej skórze, niosąc zapach wanilii. Wyznałem pociąg, który poczułem od chwili zauważenia jej salt, sposób, w jaki jej energia odbijała mój własny dziki duch, jak jej pełne gracji łuki nawiedzały moje myśli w trakcie meczu, budząc tęsknotę, jakiej nigdy nie czułem na boisku. Podzieliła się historiami o presji, dreszczu występów pod ryczącymi tłumami, jej figlarna natura ukrywająca głód prawdziwej więzi pośród blasku reflektorów, głos mięknący z każdym wyznaniem. Śmiech perlił się między nami, lekki i szczery, czułość wplatająca się w pożądanie jak nici w gobelin, jej oddech ciepły na mojej szyi. Jej sutki otarły moje ramię, gdy się przesunęła, rozniecając iskry, które przyspieszyły mój puls, ale zwlekaliśmy w chwili — dwaj rywale znajdujący wspólny grunt w spoconej skórze i szepczących sekretach, świat na zewnątrz zapomniany w tym kokonie dzielonej podatności i rodzącej się sympatii.

Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona
Irene zauważa przebijający uśmiech Ji-hoona

Czułość przeszła płynnie w ogień, jej oczy ciemniejąc z odnowionym głodem, gdy nasze dotyki stały się śmielsze. Irene wstała, obracając się z figlarną gracją, spódnica podciągnięta, gdy ustawiła się na czworakach na matach, ruchy płynne i kuszące. Jej atletyczna smukła plecy wygięte, jasna skóra lśniąca w słabym świetle świeżym połyskiem napięcia, kasztanowe włosy kołyszące się jak wahadło przy każdym subtelnym ruchu. Ukląkłem z tyłu, ręce ściskające wąską talię, kciuki wciskające się w wgłębienie nad biodrami, prowadząc siebie do jej wejścia drżącą powściągliwością. Była przemoczona, witająca mnie jękiem, gdy wbiłem się głęboko, kąt idealny do tego pierwotnego rytmu, jej gorąco ściskające mnie jak aksamitny ogień. Z mojej perspektywy to było odurzające — jej średnie piersi kołyszące się wahadłowo, dupcia wystawiona kusząco z jędrnymi krzywiznami błagającymi o chwyt, ciemnobrązowe oczy zerkające wstecz z energicznym wyzwaniem, usta rozchylone w zdyszanym uśmiechu.

Ustawiłem stałe tempo, każde pchnięcie wyrywające sapnięcia z jej wesołych ust, ciało kołyszące się do przodu, potem pchające wstecz, by spotkać mnie chciwą siłą, jej wewnętrzne mięśnie trzepoczące. „Mocniej”, zażądała figlarnie, głos ochrypły i rozkazujący, i spełniłem, biodra trzaskające do przodu z kontrolowaną mocą, klaskanie skóry echojące cicho w korytarzu jak rytmiczny bęben. Jej ścianki wewnętrzne zaciskały się, gorąco otaczające mnie całkowicie, budujące ten wyrafinowany nacisk, który rozmazywał mi krawędzie widzenia. Palce wbijały się w jej biodra, ciągnąc ją głębiej na mnie, zostawiając blade czerwone ślady na jasnej skórze, jej jęki wznoszące się tonem do desperackich krzyków, które popędzały mnie. Pot ślizgał nas oboje, kropelki śledzące ścieżki w dół jej kręgosłupa, jej długie włosy smagające, gdy odrzuciła głowę, odsłaniając elegancką linię szyi. Orgazm zbliżał się dla niej pierwszy — czułem to w drżeniu ud trzęsących się o moje, w sposobie, w jaki krzyknęła moje imię w złamanym błaganiu, ciało napinające się jak cięciwa. Rozpadła się, ciało konwulsyjne w potężnych falach, pulsujące wokół mnie rytmicznymi skurczami, które wydoiły mój własny wytrysk nieustępliwym pociągiem. Podążyłem, zakopując się głęboko z gardłowym jękiem, zalewając ją, gdy gwiazdy wybuchły za moimi oczami, rozkosz miażdżąca mnie w niekończących się falach. Osunęliśmy się razem, ona obracająca się w moich ramionach, jasna skóra wilgotna i gorączkowo gorąca przy mojej, serca waliące w unisonie. Opuściła się powoli, oddechy wyrównujące się w zadowolone westchnienia, figlarny uśmiech wracający, gdy wtuliła się w moją szyję, usta muskające wrażliwą skórę. Szczyt wisiał w jej zmiękczonym spojrzeniu, nasze ciała splecione w syconym blasku, kończyny ciężkie i splątane, powietrze gęste od piżma naszego połączenia.

Rzeczywistość wracała, gdy się ubieraliśmy, chłód korytarza podnoszący gęsią skórkę na stygnącej skórze, śmiech przerywający ciszę jak iskry w półmroku. Irene poprawiła swój pół-upięty kok, kasztanowe włosy oswojone, ale dzikość wisząca w oczach, potargany brzeg sugerujący nasz sekret. Jej uniform cheerleaderki z powrotem na miejscu, wyglądała jak kwintesencja energicznej performerki, pozą i blaskiem, ale rumieniec na jasnych policzkach zdradzał nasz sekret, różany kwit, który sprawiał, że wydawała się jeszcze bardziej żywa. Wyciągnąłem szalik drużyny rywali z torby — jedwabny token meczu, miękki i haftowany naszymi kolorami — i zarzuciłem jej na ramiona, tkanina szepcząca o jej skórze. „Zatrzymaj go”, szepnąłem, usta muskające jej ucho, głos niski i intymny, wysyłający widoczny dreszcz przez nią. „Na następny raz.” Schowała go, puls przyspieszający widocznie na gardle, palce zatrzymujące się na jedwabiu, jakby smakując obietnicę.

„Jaki następny raz?”, zapytała, figlarnie, ale zdyszana, jej ciemnobrązowe oczy przeszukujące moje z mieszanką ciekawości i żaru. Szczerzyłem ten przebijający uśmiech, któremu nie mogła się oprzeć, ten, który marszczył mi oczy i obiecywał psoty. „Wspólny trening w przyszłym tygodniu. Nasze drużyny trenują razem. Myślisz, że dasz radę bez tłumu?” Jej ciemnobrązowe oczy rozszerzyły się, wesoła energia iskrząca na nowo z napięcia, miękki śmiech uciekający, gdy wyobrażała to sobie. Wślizgnęliśmy się z powrotem do korytarza, brzęczenie stadionu odległe teraz, niski pomruk uziemiający nas z powrotem w świecie. Gdy rozstawaliśmy się na krawędzi strefy prasowej, jej palce ścisnęły moje — obietnica mocna i elektryczna, przekazująca tomy w tym prostym uścisku. Szalik palił w jej kieszeni jak znak, ciągnąc ją ku zakazanemu dreszczowi przed nami, namacalny łącznik rywalizacji zmienionej w namiętność. Patrzyłem, jak odchodzi, jej atletyczny krok pewny, ale przesiąknięty naszym wspólnym sekretem, wiedząc, że jedno spotkanie tylko zaostrzyło głód, mój umysł już odtwarzający każdy dotyk, każdy jęk, spragniony następnego zderzenia naszych światów.

Często Zadawane Pytania

Co dzieje się między Ji-hoonem a Irene po meczu?

Rywale spotykają się w korytarzu stadionu, gdzie Irene robi mu oral, połyka wytrysk, a potem pieprzą się od tyłu do orgazmów.

Jakie akty seksualne są w historii?

Głęboki oral z połykaniem, seks w pozycji na czworakach z mocnymi pchnięciami i wspólnymi orgazmami, pełne surowej namiętności.

Czy to tylko jednorazowe spotkanie?

Nie, kończy się obietnicą wspólnego treningu i kolejnych erotycznych kolizji bez tłumu.

Wyświetlenia25K
Polubienia98K
Udostępnij22K
Skręty Irene w przerwie krępują rywalne płomienie

Irene Kwon

Modelka

Inne Historie z tej Serii