Drżenie w szklarni orchidei Saowapha
W zamglonym sercu pnączy jej nieśmiałość zwiędła w dziką kapitulację.
Nieśmiałe Płatki Saowaphy w Tajskim Rozkwicie Rozpusty
ODCINEK 1
Inne Historie z tej Serii


Nocny targ w Chiang Mai pulsował życiem, ale moje oczy przykuła ona — Saowapha, opiekująca się swoim stoiskiem z rzadkimi orchideami jak kruchymi sekretami. Jej bardzo długie czarne włosy z fioletowymi pasemkami łapały światło lampionów, oprawiając twarz tak delikatną, że zaparło mi dech. Nieśmiałe uśmiechy ukrywały ogień, który wyczuwałem pod jej jasnokarmelową skórą. Kiedy kupiłem jej kwiaty do mojego eko-kurortu, nie wiedziałem jeszcze, że dostarczy więcej niż bukiety do mojej zamglonej szklarni o zmierzchu.
Powietrze na nocnym targu w Chiang Mai wisiało gęste od zapachów grillowanego satay i jaśminu, lampiony kołysały się jak świetliki nad stoiskami. Przyjechałem po rzadkie orchidee do willi mojego eko-kurortu, ale nic nie przygotowało mnie na Saowaphę Kittisak. Klęczała za swoim drewnianym stołem, jej drobna sylwetka tonęła w kaskadzie prostych jedwabistych czarnych włosów z fioletowymi pasemkami, tak długich, że muskały matę pod spodem. Jej jasnokarmelowa skóra lśniła w miękkim świetle, a te ciemnobrązowe oczy zerknęły na mnie z nieśmiałością, która szarpnęła coś głęboko w mojej piersi.


"To są orchidee Dendrobium, bardzo rzadkie", powiedziała cicho, jej głos jak szept jedwabiu, podnosząc jedną. Jej delikatne i pewne palce tuliły kwiat jak kochanka. Nachyliłem się, łapiąc słaby kwiatowy zapach mieszający się z jej subtelnym ciepłem. "Idealne do mojego kurortu. Ile za tuzin?"
Zarumieniła się, chowając pasmo za ucho, ruch odsłonił smukłą krzywiznę jej szyi. Pogadaliśmy lekko — ona o potrzebie orchidei na mgłę i cień, ja o tym, jak rozkwitną w mojej szklarni. Jej nieśmiałość pękła cichym śmiechem, kiedy przyznałem, że mój zielony kciuk to bardziej nadzieja niż umiejętność. "Mogę sama je dostarczyć", zaproponowała, oczy rozszerzyły się, jakby zaskoczyła samą siebie swoją śmiałością. "Żeby upewnić się, że są dobrze umieszczone."


Mój puls przyspieszył. "Zmierzch jutro? Moja szklarnia jest tuż za miastem." Skinęła głową, ta słodka wahanie w uśmiechu obiecywało więcej niż płatki. Zapłaciłem i odszedłem, a jej wzrok podążał za mną, ciche drżenie w wilgotnym nocnym powietrzu.
Zmierzch opadł na wzgórza jak aksamitny całun, gdy skuter Saowapha zahuczał pod moją szklarnię. Budowla majaczyła zamglona i żywa, szyby zaparowane od wilgotnych pnączy w środku. Zsiadła, jej bardzo długie włosy kołysały się jak czarna rzeka z fioletowymi błyskami, lekko przyklejone do jasnokarmelowej skóry po jeździe. Rozładowaliśmy orchidee razem, nasze ręce muskały się w ciepłym powietrzu, każde dotknięcie wysyłało iskry w górę moich ramion.


Gorąco w środku było duszne, oddech dżungli z ziemi i kwiatów. "Taka wilgoć", mruknęła, wachlując się, jej ciemnobrązowe oczy spotkały moje z tym nieśmiałym migotaniem. Pot perlił się na jej obojczyku, ciemniejąc materiał cienkiej bluzki. Bez słowa zsunęła ją, pozwalając opaść na stopy. Teraz topless, jej drobna smukła sylwetka odsłoniła małe, idealnie uformowane piersi 32A, sutki twardniały w zamglonym powietrzu. Nie mogłem oderwać wzroku — wąska talia rozszerzająca się w subtelne biodra, skóra lśniąca jak wypolerowany bursztyn.
Podeszła bliżej, układając orchideę na wysokiej półce, jej ciało wygięło się z gracją. Wrażliwość w jej postawie, zmieszana z cichą pewnością, rozwaliła mnie. Stanąłem za nią, ręce na jej talii, czując drżenie, które przebiegło przez nią. "Liam", szepnęła, odwracając twarz, usta rozchylone. Nasze wargi spotkały się miękko najpierw, potem głodnie, języki tańczyły pośród zapachu orchidei. Moje palce kreśliły jej piersi, kciuki krążyły wokół tych napiętych szczytów, wyciągając jęk, który odbił się od szklanych ścian. Przycisnęła się do mnie, jej nieśmiałość topniała w potrzebie, ręce grzebały przy mojej koszuli, gdy pnącza jakby zamykały się wokół nas.
Jej spódnica szepnęła na wilgotną podłogę, zostawiając ją nagą przede mną w parnym uścisku szklarni. Jasnokarmelowa skóra Saowapha lśniła od mgły i potu, jej drobna smukła sylwetka drżała, gdy poprowadziłem ją na gruby materac z mchowych poduszek, który ułożyłem pośród pnączy. Te ciemnobrązowe oczy trzymały moje, szeroko otwarte mieszanką strachu i dzikiej chęci — pierwsza śmiała kapitulacja tej słodkiej, nieśmiałej dziewczyny. Zdjąłem ubranie błyskawicznie, moja twardość pulsowała dla niej, i umieściłem się między jej rozchylonymi udami.


Była taka mała pode mną, jej bardzo długie włosy rozlały się jak czarna jedwabna nić z fioletem, oprawiając delikatną twarz. Wszedłem w nią powoli, smakując ciasne, mokre gorąco, które otuliło mnie cal po calu. Cichy krzyk wyrwał się z jej ust, wąska talia wygięła się, by mnie spotkać. "Liam... och", wysapała, paznokcie wbijały się w moje ramiona. Kołysałem się w niej celowym rytmem, każde pchnięcie budowało drżenie między nami. Wilgotne powietrze zgęstniało od naszych sapnięć, orchidee drżały na półkach, jakby dzieliły nasz puls.
Jej małe piersi unosiły się i opadały z każdym oddechem, sutki sterczały jak ciemne pączki. Wziąłem jeden do ust, ssąc delikatnie, podczas gdy waliłem głębiej, czując, jak jej ścianki zaciskają się wokół mnie. Rozkosz wiła się w niej, widać po tym, jak nogi oplotły moje biodra, poganiając. "Więcej", szepnęła, głos się łamał, jej nieśmiałość rozbita. Dałem jej to, tempo przyspieszyło, klaskanie skóry mieszało się z odległym deszczem na szkle. Jej orgazm uderzył jak trzęsienie szklarni — ciało napięte, wysoki jęk wypełnił przestrzeń, gdy się rozpadła, ciągnąc mnie za sobą. Wylałem się w niej, trzymając blisko, gdy fale opadły, nasze serca grzmiały w unisonie.
Leżeliśmy splątani w aftermathie, szklarnia kokonem mgły i zużytej namiętności. Głowa Saowapha spoczywała na mojej piersi, jej bardzo długie włosy spływały po mojej skórze jak chłodny jedwab, fioletowe pasemki łapały słaby blask księżyca przez szkło. Jej jasnokarmelowe ciało, wciąż zaczerwienione, przylegało ciepłe — małe piersi miękkie teraz, sutki rozluźnione. Kreśliłem leniwe koła na jej plecach, czując delikatny grzbiet kręgosłupa, podziwiając, jak ta nieśmiała sprzedawczyni kwiatów rozkwitła tak dziko.


"To było... mój pierwszy raz taki", wyznała cicho, ciemnobrązowe oczy podniosły się do moich, wrażliwe, ale lśniące. Śmiech zabąblował z niej, lekki i niespodziewany. "Orchidee nigdy nie będą takie same." Zachichotałem, przyciągając ją bliżej, całując w czoło. Pogadaliśmy wtedy — jej życie z surową ciotką Sunee na targu, marzenia o uprawie kwiatów poza stoiskami; moje dni expata budującego kurort. Jej palce bawiły się włosami na mojej piersi, nowa figlarność w dotyku.
Przesunęła się, siadając okrakiem na mojej talii topless, spódnica zapomniana gdzieś w pnączach. Jej drobna smukła sylwetka unosiła się nade mną, wąska talia kołysała się, gdy pochyliła się na powolny pocałunek. Gorąco znów się poruszyło, ale to była czułość, jej usta badały moją szyję, oddechy mieszały się. "Jesteś niebezpieczny", drażniła się, głos chrapliwy. Powietrze brzęczało możliwościami, jej śmiałość wyłaniała się jak świt przez mgłę.
Ośmielona, Saowapha uniosła się nade mną, jej drobna smukła sylwetka wizją w przyćmionym blasku — jasnokarmelowa skóra lśniąca, bardzo długie proste jedwabiste włosy z fioletowymi pasemkami kaskadowały jak dzika zasłona. Ustawiła się, prowadząc mnie w swoją śliską gorącość z pewnością, która sprawiła, że krew mi zawrzała. Na kowbojce teraz, ujeżdżała mnie nieśmiałymi kołyszącymi ruchami najpierw, potem żarliwymi podskokami, wąska talia wiła się w hipnotycznym rytmie. Te ciemnobrązowe oczy złapały moje, usta rozchylone w ekstazie.


"Tak, w ten sposób", jęknąłem, ręce ściskały jej małe biodra, czując zmianę mocy na nią. Jej piersi 32A podskakiwały miękko z każdym opadnięciem, pnącza szklarni kołysały się jakby w aplauzie. Pochyliła się, włosy zasłoniły nas, jej wewnętrzne ścianki zacisnęły się mocniej, goniąc ten szczyt znów. Wilgotne powietrze wzmacniało każdy śliski poślizg, każde sapnięcie — jej słodycz zmieniła się w syrenę, nieśmiała nie więcej.
Pot kreślił ścieżki po jej ciele, zbierając się tam, gdzie się łączyliśmy. Wypychałem biodra w górę, by ją spotkać, palce znalazły jej łechtaczkę, krążąc, aż znów się rozpadła, krzyk odbił się od szkła, gdy zacisnęła się wokół mnie. Drżenie wyciągnęło mój wytrysk, gorący i głęboki, jej ciało wydoiło każdą kroplę. Osunęła się na mnie, drżąca, nasze wspólne oddechy jedynym dźwiękiem w orchideowej mgle.
Świt wpełzł przez mgłę, gdy się ubieraliśmy, ruchy Saowapha leniwe, jej bardzo długie włosy potargane, ale promienne. Wsunęła bluzkę i spódnicę, jasnokarmelowa skóra wciąż zaczerwieniona, ciemnobrązowe oczy iskrzyły nowym blaskiem — nieśmiała Saowapha na zawsze zmieniona, śmielsza w swój cichy sposób. Podzieliliśmy cichy śmiech nad parującą herbatą z termosu, orchidee teraz idealnie umieszczone świadkowie naszej nocy.
"Powinnaś zaopatrywać luksusowy hotel w centrum", powiedziałem, podając kartę mojego kumpla. "Właściciel otwiera spa — twoje rzadkie rozkwitną." Jej twarz rozjaśniła się, potem zaciemniła. "Ciotka Sunee... zabrania. Tylko targ, mówi. Tradycja rodzinna." Konflikt szarpał jej delikatne rysy, drżenie buntu kiełkowało.
Gdy wsiadła na skuter, nasze pożegnalne pocałunki się przedłużyły, obiecując więcej. Ale patrząc, jak znika w porannej mgle, zastanawiałem się, czy kajdany rodziny ją zatrzymają — czy ogień naszej szklarni zapalił coś niezniszczalnego.
Często Zadawane Pytania
Kim jest Saowapha w tej erotyce?
Saowapha to nieśmiała Tajka z Chiang Mai, drobna z karmelową skórą, długimi czarnymi włosami z fioletowymi pasemkami i małymi piersiami 32A, która oddaje się dzikiemu seksowi w szklarni.
Jakie pozycje seksu są w historii?
Najpierw misjonarska z powolnym wchodzeniem i ssaniem sutków, potem cowgirl z ujeżdżaniem i stymulacją łechtaczki, prowadząc do wspólnych orgazmów.
Gdzie dzieje się akcja erotyczna?
Cała namiętność wybucha w zamglonej szklarni orchidei pełnej pnączy i wilgoci, tuż za Chiang Mai, z orchideami jako świadkami.





